Zależne od miasta instytucje te specjalizują się również w cenzurze. A konkretniej w cenzurze ogłoszeń. Ogłoszeń związku zawodowego „Solidarność".
Działacze „S" chcieli przeprowadzić kampanię przeciw reformie systemu emerytalnego, lecz miejska spółka zarządzająca powierzchniami reklamowymi uznała, że taka kampania mogłaby naruszyć prawo. Żartem można by napisać, że sprzeciwianie się woli rządzącej Platformy zaczyna być traktowane przez niektórych jako przestępstwo, ale nie ma w tym nic śmiesznego. Nie odmawiam firmom plakatowym prawa sprzeciwu wywieszania jakichś treści, gdy uznają, że naruszą one czyjeś dobra. Mogę sobie też wyobrazić, że należąca do jakiejś instytucji kościelnej firma odmawia wywieszenie plakatów reklamujących klinikę aborcyjną. I na odwrót, jeśli właściciel jakiejś firmy jest skrajnym lewakiem może nie chcieć wywiesić obwieszczeń skierowanych np. do słuchaczy Radia Maryja. Prywatny przedsiębiorca i prywatne sumienie - jeśli nie chce zarobić - jego sprawa.