Prokuratura w Lille uznała w zeszłym tygodniu Dominique'a Strauss-Kahna, byłego szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, za podejrzanego o udział w gwałcie zbiorowym. Powodem są zeznania prostytutek, które uczestniczyły w jednym ze spotkań ze Straussem-Kahnem w Waszyngtonie. Według agencji prasowych co najmniej jedna z nich ujawniła, że doszło do czynności seksualnych, na które ona nie wyraziła zgody.
Sprawa zwana „aferą hotelu Carlton" została ujawniona w październiku ubiegłego roku, gdy policja zatrzymała w Belgii jednego z domniemanych szefów tej siatki, właściciela domów publicznych Dominique'a Alderweirelda. W trakcie śledztwa przesłuchiwane osoby podały nazwisko Straussa-Kahna jako jednego z uczestników „libertyńskich wieczorów" organizowanych przez siatkę stręczycieli z Lille. Wieczory odbywały się w Lille, Paryżu i Waszyngtonie.
Afera nie trafiła na pierwsze strony gazet, gdyż Dominique Strauss-Kahn od roku jest na uboczu życia publicznego. Przypomnijmy, 14 maja 2011 roku Strauss-Kahn został zatrzymany, a następnie aresztowany na nowojorskim lotnisku im. Johna F. Kennedy'ego w związku z zarzutem napaści seksualnej na hotelową pokojówkę Nafissatou Diallo. Ostatecznie zarzuty przeciwko niemu wycofano z powodu wątpliwości co do wiarygodności oskarżającej go kobiety, choć śledztwo potwierdziło, że do stosunku z pracownicą hotelu jednak doszło. Strauss-Kahn po paromiesięcznym areszcie w USA wrócił do Francji, gdzie czeka go jeszcze sprawa z pozwu cywilnego skierowanego do sądu przez Diallo.