Niezbyt często zdarza się, że dobra krawcowa jest jednocześnie wziętą modelką. Rzecznik jakiegoś urzędu to jednak ktoś, kto powinien być i jednym i drugim. Trzeba mówić mądrze i poprawnie, przy czym poprawnie najczęściej znaczy również mądrze. Mowa rzecznika winna wyznaczać kompetencję urzędu, miarę i powagę spraw, które się przedstawia.

Słowo „rzecz" oznacza również język. Polacy zapomnieli o tym wcześniej, niż inni Słowianie. Czasem dziwią się, gdy u sąsiadów poproszą w księgarni o słownik, a ktoś wciska im książkę o ręczniku. Rzecznik, to więc przede wszystkim mistrz języka, znawca mowy. Ten, który potrafi się wypowiedzieć. Byłoby nieźle, gdyby w sztuce komunikacji ze społeczeństwem trzymać się tej definicji. Język używany poprawnie z natury eliminuje  opowiadanie głupot w najróżniejszych dziedzinach - także w sprawach wodociągów, czy politologii.

„Debaty (yyy) służą do tego, aby móc (yyy) - zaczął rzecznik ratusza Bartosz Milczarczyk swoją wypowiedź dla telewizji. Zupełnie jakby debata była szczoteczką do zębów, która służy „do" mycia zębów. A debata przecież służy czemuś – na przykład wymianie poglądów. Ten początkowy lapsus potraktujmy wspaniałomyślnie, choć jak wiemy, rzecznik to także mistrz języka, a czyż nie byłoby pięknie, gdybyśmy sami mogli przynajmniej z jednego, znanego nam rzecznika brać wzór? O miłosierdzie będzie jednak trudniej, gdy ten wstęp złożymy z pozostałym fragmentem zdania rzecznika. W oryginale poprzedzony on zresztą został przez niego charakterystycznym dla amatorskich mówców dźwiękiem „yyy", który zwykle oznacza intensywną pracę umysłową, u zawodowców przebiegającą bezszmerowo.

„Debaty (yyy) służą do tego, aby móc (yyy) wymienić poglądy przed jakimiś wyborami" -  tu, po odcierpieniu jęków bolesnego namysłu,  w nieszczególnym jego rezultacie lądujemy już w krainie nonsensu.

Debatować – jak podają słowniki – to radzić nad czymś, zastanawiać się, omawiać coś. Debata to dyskusja. Owszem, często publiczna. Debata służy wymianie poglądów. O żadnych wyborach jednak z racji debat w słownikach się nie wspomina. Debatować można zawsze bez specjalnych ograniczeń. Czasami nawet trzeba. Często, im więcej debatujemy nad czymś, tym z większym pożytkiem dla sprawy.

A co mówi na ten temat politologia, w której rzecznik jest ponoć biegły z racji wykształcenia? Czy definicja politologiczna debaty to „wymiana poglądów przed wyborami", czy tylko tak ma być od wczoraj?

„Aby (yyy), póki co, następne wybory samorządowe odbędą się w przyszłym roku..." – wysnuł rzecznik konsekwentnie i na tym ucięto jego występ w telewizji. „Póki co" - to rusycyzm. Żywa kalka „paka szto". Bolesna, jak bywa czasem myślenie. Możliwe, że w tym momencie także „Wiadomościom" skończyły się rezerwy miłosierdzia.