1. Nie ma w demokracji instytucji ważniejszej od uczciwych wyborów. Nie parlament, nie rząd ani prezydent, i nie sądy – tylko wybory.

2. W sensie konstrukcyjnym i funkcjonalnym wybory samorządowe '2014 były uczciwe.

3. Liczenie głosów przez Krajowe Biuro Wyborcze szło jak po grudzie

4.  Nie istnieje związek przyczynowo-skutkowy między punktem drugim a trzecim.

W nadziei, że wszyscy zgadzają się z pierwszym punktem tego sedna, przejdźmy do punktu drugiego.

Ad 2. Dowód: rok, miesiąc, tydzień i 24 godziny PRZED wyborami nikt nie podnosił, że są one źle zaplanowane pod względem prawnym lub/i organizacyjnym. Odwrotnie: ordynację wyborczą pobłogosławiły wszystkie siły polityczne; nikt też nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń do struktur ani składu żadnych komisji (od obwodowych po PKW).

PO wyborach zgłoszono około półtora tysiąca protestów wyborczych, o których losie można teraz tylko gdybać. Lecz bacznie śledziłem doniesienia medialne i na ich podstawie sądzę (gdybam), po pierwsze, że znaczna część tej „protestacyjnej puli" zostanie prawomocnie odrzucona z przyczyn formalnych; po drugie – że zdecydowana większość uznanych niedopatrzeń, zaniedbań i nieprawidłowości wyborczych nie miała wpływu na wyborczy wynik. Mniemam, że w ostatecznym rozrachunku wyborów nie trzeba będzie powtarzać nigdzie.

Ad 3. Koń jaki był, każdy widział. Ale tylko Koń Państwowy, bo konie obwodowe i okręgowe (tak one się nazywają?) tyrały na ogół sprawnie i bez opóźnień.

Brak wyobraźni, przezorności i zapobiegliwości oraz nadmierna oszczędność zostały ukarane samodymisją Państwowej Komisji Wyborczej oraz szefa KBW. Lecz blamaż informatyczny na szczeblu centralnym nie wpłynął w żaden sposób na arytmetykę wyborów, która – jak kraj długi i szeroki – powstała na samym dole i raz na zawsze została tam na wieczność utrwalona odręcznymi protokolarnymi podpisami setek tysięcy rzetelnych i uczciwych obywateli-rodaków z komisji wyborczych! To zdanie powinno być wytłuszczone, podkreślone, albo złożone samymi dużymi literami!!!

Ad 4. W tym stanie rzeczy uważam, że o sfałszowaniu samorządowych wyborów nie może być logicznej mowy.

Nie oznacza to, że wybory te nie odsłoniły słabości dotychczasowego systemu wyborczego – zarówno w sensie polityczno-obywatelskim (wola wyborców), jak ustawowym (prawo) i technicznym (karty, urny, informatyka itp.). Nad tym biedzą się teraz politycy i eksperci, trwa też debata w mediach.

Nieprawda, że nic się nie stało. Odwrotnie, stało się! Ale może nawet dobrze się stało? Że wszystkie te niedomagania wyszły na jaw teraz, a nie na wiosnę (wybory prezydenckie) albo jesienią (wybory parlamentarne)? Mądry Polak po szkodzie... Nie jest tego czasu zbyt wiele, ale na rozsądną meliorację najważniejszego aspektu naszej demokracji powinno wystarczyć.

Masz pytanie do autora? remuszkol@gmail.com