Uzasadniony niepokój budzi to, czy uda się wykorzystać innowacje jako czynnik rozwoju polskiej gospodarki. Nasz kraj plasuje się bardzo nisko w międzynarodowych rankingach. Polskie przedsiębiorstwa niechętnie angażują się w prace badawczo-rozwojowe, mimo szerokiego wsparcia i preferencyjnego traktowania tej sfery w rozdysponowaniu niemałych przecież funduszy unijnych. Przedstawiciele nauki, politycy i media są wyjątkowo zgodni, że coś z tym trzeba zrobić, gdyż grozi nam wpadnięcie w tzw. pułapkę średniego dochodu.
Czy opór materii występuje po stronie biznesu? Takie opisanie sytuacji ewidentnie nie przystaje do realiów polskiej gospodarki. Przedsiębiorczość to dziedzina spektakularnego sukcesu 25 lat transformacji.
Jakkolwiek zdecydowana większość dwumilionowej rzeszy przedsiębiorców to podmioty bez pracowników lub kilkuosobowe, mamy już kilkadziesiąt tysięcy większych firm reprezentujących przyzwoity poziom techniczno-organizacyjny i śmiało wychodzących na rynki międzynarodowe. Nasze przedsiębiorstwa lepiej poradziły sobie z ostatnim globalnym kryzysem, niż te pochodzące z bogatszych krajów UE (np. z Hiszpanii czy Portugalii) reprezentujące generalnie wyższy poziom innowacyjności.
Pułapka na Polskę
W debacie na temat współczesnych wyzwań rozwojowych kraju powinniśmy wyjść poza obiegowe koncepcje i schematy, bo tylko wtedy będziemy mogli sformułować racjonalny program działania. Mowa tu przykładowo o tzw. pułapce średniego dochodu oraz alternatywie: tzw. dyfuzja kreatywna – dyfuzja naśladowcza, do których odwołuje się większość uczestników tej debaty.
Pojęcie pułapki średniego dochodu nie jest, niestety, precyzyjnie zdefiniowane. W największym skrócie, w przypadku krajów na niższym poziomie rozwoju, wraz z postępem industrializacji rosną koszty pracy. Kraje te tracą zdolność konkurencyjną w eksporcie wyrobów niskoprzetworzonych, a jednocześnie nie są jeszcze w stanie konkurować w dziedzinie wyrobów zaawansowanych technologicznie. W efekcie dynamika PKB spada.