Ostatnie dwa lata mimo szybkiego tempa wzrostu gospodarczego to zarazem długa lista zaniechań w polityce społecznej i gospodarczej. Teraz jednak mamy szansę to naprawić. Polska może rozwijać się szybciej i w bardziej zrównoważony sposób. Trudne decyzje trzeba wprowadzać na początku kadencji.

Bez dialogu społecznego pomiędzy światem pracy, pracodawcami i rządzącymi nie sposób dokonać modernizacji kraju. Odchodzący rząd miał unikatową szansę podjęcia idei umowy społecznej i wypracowania wspólnych rozwiązań z pracodawcami i związkami zawodowymi. Brak inicjatywy po stronie rządowej i instrumentalne traktowanie dialogu społecznego doprowadziły do kryzysu tej idei i konfliktu z partnerami społecznymi.

Potrzebny jest przegląd prawa: pod kątem przejrzystości i jednoznaczności, a także eliminacji przepisów powielających regulacje europejskie

Czy po takim trudnym doświadczeniu będziemy umieli ze sobą rozmawiać i zawierać kompromisy w imię interesu publicznego, na bok odkładając uprzedzenia, stereotypy i interesy grupowe?

Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan od początku obecności w komisji była rzecznikiem dialogu społecznego i porozumienia opartego na kompromisie. Nie jest prawdą, że idea dialogu społecznego w obecnej formule się wyczerpała – świadczy o tym dorobek Komisji Trójstronnej. To tutaj, przy zaangażowaniu przedstawicieli rządu, którym zależało na porozumieniu, zawierano ważne kompromisy. Tak było kiedyś pod przewodnictwem Andrzeja Bączkowskiego. Tak było, gdy na początku dekady negocjacje zapoczątkował Jerzy Hausner. Tym wysiłkom i dojrzałości partnerów społecznych zawdzięczamy PIT i CIT 19-proc., zmiany w ustawach regulujących funkcjonowanie rynku pracy, pomocy społecznej i waloryzacji rent i emerytur. Ducha dialogu i porozumienia można wskrzesić, ale warunkiem jest odpowiedzialna współpraca ze strony rządu. Rząd ma szansę podzielić się odpowiedzialnością za najważniejsze dla gospodarki i polityki społecznej decyzje. Jeśli z niej skorzysta – zyska zaufanie społeczne i większe przekonanie do idei współpracy i porozumienia. Do takiego praktykowania dialogu społecznego zobowiązuje nas członkostwo w Unii Europejskiej, bo Europa, choć oparta na zasadach wolności rynkowych, poszukuje modelu społecznego czy socjalnego opartego na zasadach solidarności.

Kluczowe znaczenie dla powodzenia modernizacji kraju, dla rozwoju społecznego ma reforma systemu stanowienia prawa. O tym, że prawo w Polsce jest złe i źle stanowione, wiedzą już wszyscy – poza tymi, którzy je stanowią. Bez reformy systemu nie poprawimy, nie uprościmy prawa w Polsce, nie zmienimy mentalności administracji, która ciągle widzi się w roli nadzorczej, a nie służebnej wobec obywateli.

Potrzebny jest przegląd prawa: pod kątem przejrzystości i jednoznaczności, a także eliminacji przepisów powielających regulacje europejskie. Wymaga to utworzenia zespołu prawników, który przygotowałby propozycje zmian. Poprawić trzeba reguły tworzenia nowego prawa. Dziś często jest tak, że rząd traci kontrolę nad projektami, które kieruje do Sejmu, do tego stopnia, że na końcu procesu legislacyjnego trudno je rozpoznać. Projekty mają oczywiste wady prawne, są sprzeczne z konstytucją i prawem unijnym. Proces konsultacji społecznych jest fikcyjny, a oceny skutków regulacji powierzchowne, a bywa, że i nieuczciwe, na dodatek odnoszące się wyłącznie do skutków budżetowych. Implementacje prawa unijnego zwykle stawiają wyższe wymagania, niż tego oczekuje Unia Europejska.

Konieczne jest więc zreformowanie Rządowego Centrum Legislacji i nadanie mu większych uprawnień, zmiana regulaminu Sejmu, przestrzeganie zasad konsultacji już na etapie uzgodnień międzyresortowych, przestrzeganie zasady, że Senat może się odnosić wyłącznie do projektu sejmowego (bez uzupełniania go swoimi pomysłami). Być może warto też rozważyć wprowadzanie zmian w ustawach podatkowych w trybie kodeksowym i poszerzenie instytucji obowiązującej interpretacji na wszystkie dziedziny prawa gospodarczego.

Dzisiejsze spory o podatek liniowy, składkę rentową, wydłużenie urlopów macierzyńskich czy ulgi dla powracających z zagranicy są nieco jałową szarpaniną. Wszyscy chcielibyśmy być piękni, zdrowi i bogaci, ale żeby tak się stało, potrzebne jest określenie celów i strategii ich osiągnięcia. Nie da się dyskutować o pojedynczych pomysłach, gdy nie znamy priorytetów i nie zdecydowaliśmy, jaką drogą możemy je osiągnąć. Zapewne exposé nowego premiera powinno te cele i priorytety sformułować. I to nie w kategoriach ogólnych deklaracji, ale konkretów. Im więcej ich będzie, tym lepiej, choć i trudniej, bo łatwiej z tego rozliczać. Jakie to mogłyby być cele?

Podstawowym celem polityki społecznej najbliższych lat musi być reorientacja na młode pokolenie i aktywizację pozostałych grup społecznych. Polacy muszą się uniezależnić od transferów socjalnych.Dla zapewnienia Polsce bezpieczeństwa demograficznego trzeba poprawić wskaźnik dzietności z 1,25 do 1,5 – 1,6 do roku 2012 i do 1,9 do roku 2017. Kluczem do tego jest ułatwienie łączenia rodzicom funkcji rodzinnych i zawodowych, nie zaś becikowe. Ponieważ głównie emigrują ludzie młodzi, trzeba ich zachęcić, by wracali z emigracji i zakładali rodziny w kraju.

Wyraźne obniżenie deficytu pozwoliłoby przyjąć wspólną walutę już w 2011 roku (wejście do ERM-2 w 2009 r.), a im szybciej to zrobimy, tym lepiej

Więcej Polaków musi pracować, więc nie przedłużanie możliwości przechodzenia na wcześniejszą emeryturę, lecz odwrotnie – utrzymywanie jak najdłużej ludzi na rynku pracy i praca dla młodych, by wskaźnik zatrudnienia (osób w wieku 15 – 60/64) z 57 proc. w ciągu czterech lat sięgnął choćby 62 proc. Potrzebna jest powszechna edukacja pracowników w grupie wiekowej 45 – 50 lat. Zmiany wymaga system edukacji szkolnej i kształcenia ustawicznego, by lepiej dopasować zasoby pracy do zmieniającej się gospodarki. 40 proc. absolwentów powinno mieć wykształcenie i umiejętności techniczne, udział zaś dorosłych w edukacji powinien w ciągu czterech lat wzrosnąć co najmniej dwukrotnie: z 5,6 proc. do 12,5 proc. Co najmniej połowa młodych ludzi powinna się legitymować wyższym wykształceniem. Bezpieczeństwo zatrudnienia powinno wynikać nie z gwarancji etatu, lecz z kompetencji i umiejętności.Ta zmiana wymaga również rewolucji w instytucjach obsługujących rynek pracy. Efektywność aktywizacji prowadzonej przez służby zatrudnienia powinna wzrosnąć z 52 proc. do 58 proc. Kontraktowane usługi zatrudnieniowe powinny aktywizować nie 20 – 25 proc. bezrobotnych, ale co najmniej 30 – 40 proc. Równoważenie podaży i popytu na rynku pracy wymaga z jednej strony tworzenia warunków dla powrotów czasowych migrantów, by nie dochodziło do sytuacji, w której “pracuje się tam, a konsumuje tu”, z drugiej zaś otwarcia na imigrację zewnętrzną, z pewnością kontrolowaną.Nie wykorzystujemy dostatecznie potencjału aktywności zawodowej niepełnosprawnych mimo kosztownych programów i składek na PFRON. W Polsce pracuje zaledwie 14,5 proc. niepełnosprawnych, gdy w UE 30 proc.Coraz większym problemem staje się zapewnienie Polsce spójności społecznej. Niestety, zapóźnienie cywilizacyjne części regionów się pogłębia. Nie ma tu innej drogi jak wyrównywanie szans, przede wszystkim przez dostęp do dobrej edukacji, i to już od przedszkola, rozwój infrastruktury teleinformatycznej czy drogowej.

Jeśli idzie o finanse publiczne, najważniejsze jest obniżenie dynamiki i restrukturyzacja wydatków publicznych i znaczące obniżenie deficytu budżetowego. Euro 2012 nie może stać się pretekstem do zaniechań w tych obszarach. Konieczna jest więc kotwica trzymająca w ryzach nie deficyt, lecz wydatki budżetowe. I tu potrzebny jest konkret ze strony rządu. Wyraźne obniżenie deficytu pozwoliłoby przyjąć wspólną walutę już w 2011 roku (wejście do ERM-2 w 2009 r.), a im szybciej to zrobimy, tym lepiej. Stwarza też solidne podstawy finansom publicznym po roku 2010, kiedy to zacznie rosnąć liczba ludności w wieku 65+. Zaoszczędzone pieniądze musimy zainwestować w naukę, edukację, ochronę zdrowia. A do tego niezbędne jest stworzenie narzędzi oceny efektywności wykorzystywania środków publicznych i stworzenie odpowiedzialności za dostarczanie dóbr i usług publicznych.

Poprawa konkurencyjności gospodarki wymaga zaprzestania sektorowej pomocy publicznej.

Postulaty dotyczące warunków rozwoju przedsiębiorczości i swobody gospodarowania są dobrze znane, bo przedsiębiorcy i pracodawcy najczęściej skupiają się właśnie na nich. Na pierwszym miejscu jest obniżanie pozapłacowych kosztów pracy. Mechanizmów tej obniżki jest wiele. Kilka sposobów przekazaliśmy rządowi: podwyższenie kosztów uzyskania przychodu dla pracujących (dzisiejsze 150 zł miesięcznie to fikcja), obniżenie składki rentowej, skrócenie wypłaty przez pracodawcę wynagrodzenia za czas zwolnienia lekarskiego (mimo ubezpieczenia chorobowego pracodawcy opłacają pierwsze 33 dni!), eliminację wcześniejszych emerytur (to umożliwi obniżenie składki na ZUS, bo powiększy wpływy ZUS, a pomniejszy wypłaty).

Rząd zdecydował się na jeden tylko ruch, i to najbardziej kosztowny – niesymetryczną obniżkę składki rentowej. Trudno pracodawcom protestować, choć inne sposoby obniżania klina są efektywniejsze, szczególnie jeśli wydatki budżetu z tego tytułu miałyby zostać przeznaczone nie na obniżanie klina, lecz na świadczenia socjalne. Rozwój przedsiębiorczości to także wsparcie indywidualnej aktywności gospodarczej obywateli. W Polsce w porównaniu z innymi krajami UE samozatrudnienie jest ciągle niskie, bo sięga ledwie 11 proc., gdy w krajach sąsiednich jest to niemal 20 proc., a na przykład w Grecji 33 proc. Raczej należy się więc zastanowić, jakimi formami wspierać taką przedsiębiorczość, by firmy, dziś jednoosobowe, z czasem zaczęły zatrudniać innych, niż walczyć z samozatrudnieniem pod pozorem ograniczania patologii.

Jest jednak kilka projektów, które wymagają działań nadzwyczajnych i w odpowiednich ministerstwach powinny powstać szybko specjalne zespoły do ich rozwiązania: wypłata emerytur z OFE, emerytury pomostowe, projekt Euro 2012, wykorzystanie funduszy unijnych z perspektywy 2004 – 2006, doraźne rozwiązanie problemów w służbie zdrowia, identyfikacja prostych spraw, które są uciążliwe dla przedsiębiorców i obywateli, a które szybko można usunąć. To ostatnie pozwoliłoby uzyskać sukces. Do listy trzeba dopisać szybką odbudowę służby cywilnej. Inaczej grozi nam cykliczny chaos w administracji. I wreszcie warto wyraźnie powiedzieć, ile zbudujemy dróg, kiedy i jakich. I z tego się rozliczać.

Oddzielenie spraw pilnych od strategicznych daje szansę postępu w obu tych sferach – zwykle te pierwsze wypierają drugie, a na to już nie możemy sobie pozwolić. Straciliśmy dwa lata wspaniałej koniunktury.I jeszcze jedno: najtrudniejsze reformy trzeba wprowadzać szybko, nim rozpocznie się kolejna kampania wyborcza.