Nie ma roku, by służby skarbowe nie pokazały, że interes podatnika – czy to przedsiębiorstwa czy też przysłowiowego Kowalskiego – jest podrzędny w stosunku do krótkookresowej z reguły korzyści dla fiskusa.
Co gorsza, wraz ze wzrostem liczby urzędników w aparacie skarbowym rośnie nie tylko liczba przepisów i często sprzecznych interpretacji okołofiskalnych, ale i opresyjność aparatu skarbowego wobec podatnika. Najlepszym tego exemplum jest osławiona dyspozycja autorstwa jednego z podsekretarzy stanu w Ministerstwie Finansów: „nie ma kontroli w celach prewencyjnych, kontrola ma przynosić wpływy budżetowe". A kontrole powinny się zakończyć „w 80 proc." wynikiem pozytywnym (czyli nałożeniem kar na podatnika).
Na asymetrię relacji podatnik–aparat skarbowy zwrócił uwagę prezydent RP i skierował do Sejmu niewielką nowelę obecnie obowiązującej ordynacji podatkowej mającą na celu rozstrzyganie na korzyść podatnika wątpliwości w interpretacjach dotyczących niejasnych przepisów podatkowych.
Ta niewielka nowela, w pełni popierana nie tylko przez wszystkie organizacje przedsiębiorców, ale i rzesze podatników (było nie było to około 25 mln obywateli), została z furią zaatakowana przez przedstawicieli ministra finansów, który nie dość, że stwierdził, iż sam pracuje na pełną nowelą ordynacji (co ma zabrać minimum dwa lata), to skutecznie zablokował prace w komisjach sejmowych nad nowelą prezydencką – tak, aby za wszelką cenę nie dopuścić do jej uchwalenia w obecnej kadencji.
To z pewnością nie jest działaniem na korzyść państwa. Uderza bowiem w tę część szeroko rozumianego społeczeństwa, które wytwarza około 75 proc. naszego PKB i z którego podatków utrzymuje się również aparat skarbowy z Ministerstwem Finansów na czele.