Reklama

Zawsze jest jakaś dziura do załatania

Ściąganie dywidend z państwowych spółek to najprostszy i najłatwiejszy sposób na doraźne zasypanie budżetowej dziury.

Publikacja: 14.05.2015 22:00

Elżbieta Glapiak

Elżbieta Glapiak

Foto: Fotorzepa,Waldemar Kompała

Ręka ministra finansów wyciągnięta w kierunku PZU czy PGE nie może wrócić pusta, nawet jeśli interes firmy miałby na tym ucierpieć.

Oczywiście oficjalnie rząd zapewnia, że polityka dywidendowa prowadzona jest w taki sposób, aby zapewnić nadzorowanym podmiotom bezpieczny rozwój i budowę ich długoterminowej wartości. Co więcej – w każdym przypadku sprawa jest rozpatrywana indywidualnie dla każdej spółki.

Nikt jednak nie kusi się o analizę, jakie pozytywne efekty w dłuższej perspektywie przyniosłoby pozostawienie tych pieniędzy w spółce. Państwowe molochy – fakt, nie najbiedniejsze – traktowane są bowiem jak dojne krowy, które mają przede wszystkim dawać mleko. Skutek jest taki, że w 2013 r., kiedy PZU został zobligowany do wypłaty zaliczkowej dywidendy na poczet 2014 r., na co poszło 1,72 mld zł, jednocześnie musiał wyemitować dług. Postanowiono, że sięgnie on do 3 mld zł. Oczywiście spółka przekonywała, że takie posunięcie jest dla niej bezpieczne. Zapewne tak było, ale o ile taniej było zachować wypracowane zyski w firmie, przeznaczając je na inwestycje, które w dłuższej perspektywie znacznie poprawiłyby jej wyniki?

Prawda jest bowiem taka, że większość tego, co wpada do państwowej kasy, jest przejadane – 75 proc. wydatków to wydatki sztywne, kierowane głównie na wypłatę świadczeń socjalnych – przedsiębiorstwo mogłoby zrobić z nich lepszy użytek, gdyby mu na to pozwolono.

Jeszcze bardziej zadziwiający jest przykład Orlenu, który za 2014 r. wykazał 1,2 mld zł straty, a mimo to musiał wypłacić dywidendę. Z pewnością pieniądze przydałyby się też PKP Cargo, ale interes Skarbu Państwa był ważniejszy.

Reklama
Reklama

Reasumując, obawiam się, że rząd bierze pod uwagę jedynie to, by ściągana dywidenda była na przyzwoitym poziomie i jej wypłata nie doprowadziła do bankructwa firmy. A to, że na jej wypłatę firma musi zaciągnąć dług, liczy się dużo mniej. Przecież gdy przyjdzie do jego spłacania, będzie już inny rząd i inny minister będzie musiał się martwić, by spółka obsługiwała raty i jeszcze znalazła kasę na kolejną dywidendę – bo zawsze będzie jakaś dziura do załatania.

Opinie Ekonomiczne
UE może stać się ofiarą amerykańskiej dominacji energetycznej
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Opinie Ekonomiczne
Grzegorz Kozieja: Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na interesy rolników
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Znikające taksówki. Quo vadis, gospodarko?
Opinie Ekonomiczne
Michał Duszczyk: Byliśmy potęgą, ale dziś ogrywają nas Niemcy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama