„W 1939 r. staliśmy na skraju przepaści, ale od tego czasu zrobiliśmy duży krok naprzód” – głosiła dowcipna parafraza przemówienia Władysława Gomułki z lat 60. Duma szefa komunistów z powojennej odbudowy Polski kontrastowała wtedy ze stagnacją, skutkiem ideologicznych ograniczeń opresyjnego ustroju. Szczególnie tę frustrację odczuwało młode pokolenie buntu z 1968 r.  

Nie inaczej jest dziś, gdy po 37 latach my możemy odczuwać dumę z drogi, jaką kraj przeszedł od bankructwa lat 80. do dobrobytu 20. największych gospodarek świata. Młodych to zbytnio nie interesuje, pytają o perspektywy. Dla nich relatywny dobrobyt, otwarte granice Strefy Schengen i silna pozycja Polski w UE to stan zastany, oczywistość. Nie bądźmy więc jak Gomułka.

Mit łatwych lat 90.

Jednak nie mogę milczeć, gdy młody publicysta Roch Zygmunt w swoim mocnym tekście „Dyktatura emerytów przehandluje młodych?” pisze, że przed wchodzącym w dorosłość w latach 90. pokoleniem „stały kanały (dość łatwego) awansu". 

Nie, nie było łatwiej. Niektórzy faktycznie wsiedli do windy kariery, ale nic z tego nie było dane ani planowane. Łatwo zapomnieć też o tłumach tych, którym się przy 17-proc. bezrobociu nie udało. Nasze pokolenie walczyło wtedy o przetrwanie. Ulga przyszła, gdy doszlusowaliśmy do UE, gospodarka złapała dopalacz, nadciągnął tłum zachodnich korporacji, a otwarcie granic dało legalną, choć często marną pracę na Zachodzie.

Dziś młodemu publicyście wydaje się, że ścieżki kariery są zamknięte. Skoro tak, to dlaczego aż 72,5 proc. studentów SGH marzy raczej o pracy w korporacji zachodniej, niż o własnej firmie (52,5 proc., raport „Przedsiębiorczość studentów SGH 2025/2026”)? Dlaczego nie chcą iść w ślady Matiego Staniszewskiego (ElevenLabs), Rafała Modrzewskiego (Eceye) czy Stefana Batorego (Booksy), którzy tworząc innowacyjne firmy dali sobie szansę na prawdziwy sukces?

Czytaj więcej

Czternasta emerytura wyższa przed wyborami? Ogłosi to Kaczyński

Korumpowanie emerytów zamiast wsparcia start-upów

Potrzebujemy setek, ba tysięcy takich Matich, Rafałów, Stefanów tworzących kolejne startupy, więc mnie – choć mam bliżej do emerytury niż od matury – szlag trafia, gdy kolejne rządy preferują głównie starsze pokolenia, kupując jego głosy za miliardy złotych. Przywracają niższy wiek emerytalny, dają 13. i 14. emeryturę, obiecują emerytury stażowe itp. A przecież to dopiero początek, bo nieubłagana demografia, która dziś sprawia, że młodym jednak łatwiej o pracę, niż kiedyś, prowadzi do tego, że ich głos będzie się politycznie coraz mniej liczył w obliczu rosnącej kohorty seniorów.

Czytaj więcej

Rosnący dług rozsadza budżet. Rząd zderza się z granicą 55 proc. PKB

Dlaczego więc Wy młodzi nie mówicie „dość” tym preferencjom na Wasz rachunek? To na Was spadać będzie rosnący koszt góry długu publicznego, znacznie cięższy niż niosły na plecach starsze pokolenia. Dlaczego milczycie? Zbuntujcie się wreszcie, do cholery.