– Wkrótce już, we wrześniu na konta emerytów trafi 14. emerytura. O jej wysokości wkrótce powie prezes Kaczyński – powiedział Mateusz Morawiecki w piątek podczas wystąpienia w Gorlicach w woj. małopolskim.

To potwierdza wcześniejsze informacje mediów, że wypłata czternastek może się  opóźnić się w stosunku do terminu zapowiedzianego przez samego szefa rządu pod koniec lipca. Nadal nie ma bowiem rozporządzenia, w którym rząd chce teraz wyznaczać terminy wypłaty dodatkowego świadczenia.  

Czytaj więcej

Czternasta emerytura. Morawiecki obiecał, ale oficjalnego terminu nie ma

Zgodnie z ustawą wprowadzającą czternastą emeryturę na stałe, Rada Ministrów co roku ma podejmować decyzję o terminie wypłaty i wysokości dodatkowego świadczenia. W tym roku czternastka na pewno nie będzie niższa niż kwota minimalnej emerytury, czyli 1588,44 zł brutto . Przy czym taką kwotę mają otrzymać emeryci i renciści, którzy pobierają co miesiąc świadczenie w wysokości do 2900 zł brutto. Przy świadczeniu powyżej 2900 zł czternastka zostanie pomniejszona zgodnie z zasadą "złotówka za złotówkę".

Teraz jednak pojawiła się informacja, że skoro to wicepremier Jarosław Kaczyński (który jest także prezesem PiS) ma ogłosić wysokość czternastki, to być może będzie ona wyższa. Zwłaszcza, że taką decyzją tuż przed wyborami parlamentarnymi PiS mógłby zapunktować u emerytów.  

– Spodziewam się, że czternastka w tym roku może wynosić nawet 2 tys. zł – powiedział "Faktowi" dr Antoni Kolek z Instytutu Emerytalnego. – Wybory to według władzy dobry czas na rozdawanie publicznych pieniędzy – dodaje.

Gdyby faktycznie taką kwotę rząd zdecydowałby się wypłacić osobom pobierającym do 2900 zł brutto emerytury, to na rękę dostałyby one 1580 zł. "Bogatsi" emeryci i renciści też otrzymaliby wyższe czternastki, choć oczywiście pomniejszone na zasadzie  "złotówka za złotówkę".

Skąd rząd weźmie pieniądze na coraz wyższe trzynastki i czternastki? Premier Morawiecki wyjaśnił to w sobotę podczas spotkania z seniorami w Waplewie Wielkim (woj. pomorskie).

- Jest to możliwe, bo naprawiliśmy finanse publiczne - stwierdził szef rządu.