Jest oczywistym paradoksem, że w dniu, kiedy petrochemiczny gigant Orlen prezentuje nową, dziesięcioletnią strategię rozwoju, na ulicach Warszawy protestują tysiące górników-związkowców. Ktoś powie, że nie należy im się dziwić, bronią swoich miejsc pracy. Owszem, właśnie od tego są związki zawodowe. Niemniej w górniczym proteście chodzi też o coś innego. O zasadnicze kwestionowanie kierunku rozwoju polskiej energetyki, o kontestację europejskiej polityki zeroemisyjności, o zachowanie struktury energetycznego miksu opierającego się na węglu.
Powtórzę raz jeszcze: związkowcy mają prawo walczyć o ochronę swoich interesów, ale nie mogą zawracać kijem biegu rzek historii.
O cóż więc chodzi górniczym związkowcom? Odpowiedzi są dwie. Albo o lepszą pozycję negocjacyjną w sprawie losów pracowników likwidowanych powoli elektrowni. Albo o politykę
Nowa strategia polskiej energetyki
Wielokrotnie domagaliśmy się na tych łamach nowej strategii dla polskiej energetyki. I właśnie ją otrzymujemy. Państwowe giganty Orlen i PGE są w fundamentach swoich planów zgodne: należy inwestować w OZE oraz w gwarantujący stabilność systemu energetycznego obszar energetyki gazowej i jądrowej.
Projekt „Energia jutra zaczyna się dziś” Orlenu, który odchodzi od priorytetu kompleksu petrochemicznego, gwarantuje Polsce samowystarczalność gazową. Nowoczesne elektrownie gazowe będą gwarancją stabilności systemu. Budowa sieci przesyłowych i magazynów odwróci geografię przesyłu prądu i da możliwość pełniejszego wykorzystania energii z farm wiatrowych na Bałtyku. Cztery nowe farmy morskie Orlenu rozwiną system rozpoczęty przez projekty Baltica 1 i 2 Polskiej Grupy Energetycznej. Na koniec deklaracja inwestowania w małe elektrownie jądrowe typu SMR wprowadza polską energetykę na pole najnowocześniejszych technologii.
Czytaj więcej
Dzięki zaktualizowanej strategii biznesowej do 2035 roku, którą przedstawimy rynkowi 9 stycznia, Orlen obierze nowy kurs: racjonalnej transformacji...
Spór o wyeksploatowane elektrownie węglowe
Pewnym problemem jest tylko to, że inwestycje polskich firm to projekt wieloletni. Zanim zostanie zrealizowany, będziemy wciąż na łasce drogich i wyeksploatowanych elektrowni węglowych. Polski rząd ma tego pełną świadomość, więc negocjuje z Brukselą przedłużenie terminu ich wygaszania. O cóż więc chodzi górniczym związkowcom? O co chodzi Jarosławowi Grzesikowi, przewodniczącemu Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ Solidarność, który peroruje, że „brak zdecydowanej reakcji rządu na szkodliwe dla polskiej gospodarki decyzje podejmowane przez zarządy spółek energetycznych spowoduje uzależnienie się Polski od energii pozyskiwanej z zagranicy po znacznie zawyżonych cenach”?
Odpowiedzi są dwie. Albo o lepszą pozycję negocjacyjną w sprawie losów pracowników likwidowanych powoli elektrowni. Albo o politykę. Czyli destabilizację kraju i wsparcie opozycji, obecnej zresztą w osobach posłów PiS na manifestacji. Pierwsze rozumiem. Z drugim stanowczo się nie zgadzam. Właśnie dlatego, że ruszyliśmy w kwestii energetyki z martwego punktu. I żadne protesty biegu tej rzeki do przyszłości nie zatrzymają.