Maciej Strzembosz: Amerykański futbol i polski CPK

Nowy plan inwestycyjny powinien preferować zaniedbane regiony.

Publikacja: 14.02.2024 03:00

Centralny Port Komunikacyjny jest jedną z inwestycji rządów PiS

Centralny Port Komunikacyjny jest jedną z inwestycji rządów PiS

Foto: Materiały prasowe

Drużyna futbolu amerykańskiego – Green Bay Packers – pochodzi z kompletnego zadupia, miasteczko Green Bay ma 107 tys. mieszkańców, czyli jest mniejsze od Płocka czy Rybnika, a mówimy o miastach w Stanach Zjednoczonych, kraju, który ma mniej więcej dziesięć razy więcej ludności niż Polska, więc Green Bay to taki amerykański Pcim. A drużyna, która ten amerykański Pcim reprezentuje, jest wielokrotnym mistrzem w najpopularniejszym amerykańskim sporcie, kończąc ostatnie rozgrywki w półfinałach, czyli pierwszej czwórce. To tak jakby ROW Rybnik grał w półfinałach piłkarskiej Ligi Mistrzów.

Brak argumentów

Jak to możliwe? Ano najbardziej kapitalistyczny kraj na świecie, chcąc rok po roku dostarczać rozrywkę na najwyższym poziomie, musi stawiać na… zrównoważony rozwój. Inaczej rozgrywki NFL byłyby równie interesujące jak Bundesliga czy liga francuska, gdzie w dziewięciu sezonach na dziesięć wszystko wiadomo przed rozpoczęciem rozgrywek, a po tym jednym wyjątkowym sezonie niespodziewany mistrz zostaje rozdrapany przez bogatsze drużyny i znów jest wszystko po staremu. Tymczasem w NFL działa to tak, że z im mniejszego regionalnego rynku pochodzi drużyna, tym więcej pieniędzy dostaje ze wspólnych przedsięwzięć, takich jak sprzedaż praw telewizyjnych, sprzedaż centralnego merchandisingu czy zakładów bukmacherskich. W efekcie drużyny z mniejszych rynków wcale nie są skazane na pożarcie przed rozpoczęciem ligi i nawet te uważane przed sezonem za najsłabsze mają swoją szansę, a te najsilniejsze mają znacznie mniejsze szanse statystyczne na tytuł niż powiedzmy Manchester City w Anglii.

Czytaj więcej

Prezydent o CPK: Nie popadajmy w populizm. Inaczej się nie dało

Jak to wszystko ma się do CPK? Otóż wśród licznych zastrzeżeń do budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego w Baranowie trudno znaleźć zastrzeżenia sensowne. Nie jest to gigantomania, bo jesteśmy piątym co do ludności krajem w UE, a byłby to 12 co do wielkości port lotniczy w Europie. Na pewno się opłaca, bo samo przeniesienie ruchu z Okęcia na nowe lotnisko zapewnia mu rentowność, przy okazji uwalniając tereny po Okęciu na rzecz niezbędnego rozwoju Warszawy. Bzdurne są argumenty, że jedno wielkie lotnisko będzie łatwym celem do rosyjskiego ataku, bo przecież są realne sposoby ochrony lotniska, a po drugie lepiej, żeby bomby nie spadały na Warszawę czy inne miasta w Polsce. Czystą demagogią jest upominanie się o biednych wywłaszczonych, bo po pierwsze po wywłaszczeniu wcale nie będą biedni, a po drugie każdy duży, wspólny projekt infrastrukturalny jest rozwijany czyimś kosztem. Chodzi tylko o to, by rekompensata była godna, a warunki cywilizowane. Przyda nam się też wielki hub lotniczo-kolejowy na wypadek wojny z Rosją, bo łatwiej będzie nam szybko przyjąć sojusznicze wojska i sprzęt. Wreszcie nie mogą być traktowane jako realne przeszkody względy klimatyczne, bo po pierwsze klimatowi najbardziej szkodzą samoloty prywatne, po drugie przestarzałe lotnisko w Warszawie truje i ogłusza znacznie więcej ludzi niż w oddalonym od aglomeracji CPK, a po trzecie ruch samolotowy nie zniknie tak czy siak, tyle że zmieni się zapewne rodzaj używanego paliwa.

Opracować plan

Jest natomiast jedna obawa, której nikt głośno nie wypowiada, ale która jest realna. Ta obawa sprawia, że nawet rozsądni ludzie mieszkający w wysoko rozwiniętych regionach, takich jak Pomorze, Wielkopolska czy Śląsk, nie są szczęśliwi z powodu CPK. Obawa ta oparta jest na przekonaniu, że CPK będzie zbyt dużym sukcesem jak na interesy reszty kraju. CPK de facto wymusi powstanie gospodarczego duopolis Warszawa-Łódź, a atrakcyjność inwestycyjna terenów wokół hubu zasysać będzie ogromne środki inwestycyjne – polskie i zagraniczne. Bogate regiony, takie jak Wielkopolska czy Dolny Śląsk, relatywnie zbiednieją, bo będą się rozwijać wolniej od nowego centrum i relatywnie trudniej będzie im pozyskać kapitały inwestycyjne. Jeszcze gorzej rzecz wygląda z punktu widzenia Lublina, Rzeszowa czy Białej Podlaskiej. Cała Polska będzie się rozwijać szybciej, ale nierównomiernie.

Nie będzie to problem nowy. Poprzedni rząd PO nierównomierność podniósł do roli oficjalnej ideologii państwowej, ogłaszając w programie POLSKA 2030 metropolitalno-dyfuzyjny model rozwoju, czyli inwestujemy tam, gdzie są nasi zwolennicy, a reszta musi poczekać, aż się bogactwo przeleje z metropolitalnego stołu do wygłodniałej prowincji. Między innymi dlatego PO utraciła władzę i pewnie – gdyby nie autokratyczne zapędy i negatywna selekcja w PiS – nadal byłaby w opozycji.

Czytaj więcej

Maciej Lasek z zaskakującą deklaracją w sprawie CPK. „Powstanie, dyskutujemy kiedy”

Dlatego od dawna powtarzam, że potrzebujemy brać przykład z NFL i ogłosić program zrównoważonego rozwoju kraju. Samozaoranie PiS stwarza szansę nowej koalicji rządowej, by przejąć inicjatywę na prowincji i ogłosić kompleksowy plan inwestycyjny dla całego kraju, preferujący jednak najbardziej zaniedbane regiony. Nie zaszkodziłoby też, by spółka CPK i Skarb Państwa z góry zapowiedziały, że część zysków z istnienia hubu zasilać będzie fundusz dedykowany do zmniejszania przepaści infrastrukturalnej między metropoliami a prowincją, że pierwszeństwo w inwestycjach mieć będą ci, którzy ich najbardziej potrzebują, wreszcie, że najbogatsze regiony będą dostawały na każdy projekt o tyle procent mniej, o ile przekraczają średnią krajową, a najbiedniejsze o tyle więcej, ile im do tej średniej brakuje.

Jeśli zaś rząd nie potrafi opracować takiego planu, który w odróżnieniu od POLSKA 2030 służyć będzie wszystkim obywatelom, a nie tylko największym populacjom wyborców partii, to sądząc po wzmożeniu obywatelskim wokół CPK, zrobi to jakaś organizacja społeczeństwa obywatelskiego i jakaś partia zechce ten program uznać za swój. A jeśli największa partia obecnej koalicji za parę lat będzie się dziwić, gdzie się podziali ich wyborcy z roku 2023, to proszę wtedy przypomnieć sobie pana Macieja Laska, lobbystę Modlina, i zrozumieć, że dostaliście te cztery lata władzy nie dlatego, że jesteście tacy świetni, bo nie jesteście, ale dlatego, że jesteście mniej odrażający niż poprzedni rząd. Mam jednak nadzieję, że w następnych wyborach nie będziemy już wybierać mniejszego zła, ale dokonamy wyboru między sensownymi koncepcjami rozwoju kraju. A wtedy leśne dziadki z fiksacją antyrozwojową w niczym nie pomogą.

Maciej Strzembosz

Autor jest producentem filmowym, scenarzystą i publicystą

Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację