Krzysztof Adam Kowalczyk: Straszenie euro i zaginiony azymut

W najbliższej kadencji parlamentu przyjęcie euro nie jest możliwe. Ale obranie tego kierunku pomogłoby zbić inflację do cywilizowanego poziomu i oczyścić stajnię Augiasza w finansach państwa.

Aktualizacja: 25.07.2023 11:57 Publikacja: 21.07.2023 03:00

Krzysztof Adam Kowalczyk: Straszenie euro i zaginiony azymut

Foto: Adobe Stock

Nie trzeba być kierowcą rajdowym czy instruktorem harcerskim, by wiedzieć, że podróż lub wędrówka bez drogowskazu, mapy czy kompasu i azymutu często kończy się w ślepej uliczce lub na grzęzawisku. Przez wiele lat po 1989 r. kierunek był oczywisty: szliśmy na Zachód, budując gospodarkę rynkową. Na drogowskazie mieliśmy NATO i UE. Pomagało to zmieniać armię i prawo, z pożytkiem dla bezpieczeństwa i gospodarki. Dotarliśmy i do NATO, i do UE. Choć na co dzień tego nie doceniamy, napad Rosji na Ukrainę przypomniał, jak potrzebna była ta narodowa podróż.

Po wejściu do Unii pojawił się nowy drogowskaz, ale na krótko. Ledwo w 2008 r. premier Tusk obiecał przedsiębiorcom na Forum w Krynicy wejście do strefy euro za nieco ponad dwa lata, a już kilka dni potem upadek Lehman Brothers i kryzys światowy unieważniły te plany. Drogowskaz trafił na chwilę do pakamery, ale potem na śmietnik. Bo własna waluta i polityka pieniężna przy kreatywnej księgowości budżetowej dały politykom – szczególnie w ostatnich latach – duże możliwości chodzenia na skróty, z pożytkiem dla poparcia w wyborach.

Po dwóch kadencjach błądzenia bez drogowskazu, mapy i azymutu utkwiliśmy w grzęzawisku wysokiej inflacji niszczącej oszczędności i wynagrodzenia, z gigantycznym deficytem sektora finansów publicznych ukrytym poza budżetem państwa i okiem parlamentu. W efekcie dzisiaj nie spełniamy już kryteriów dopuszczenia do strefy euro, poza kryterium długu (60 proc. PKB). A i to ostatnie jest zagrożone, skoro są wątpliwości, czy ktokolwiek sprawuje kontrolę nad całością finansów państwa. Wejście do strefy euro w najbliższej kadencji parlamentu nie jest więc możliwe.

Czytaj więcej

Wojciech Warski: Eurostraszak na wybory

Nie dziwię się, że skoro tak, to opozycja w kampanii wyborczej nie chce wciągać wspólnej waluty na sztandary. I wystawiać się na ostrzał PiS, dla którego euro to ulubiony czarny lud do straszenia Polaków – od dziecka po stulatka. Rządzący są gotowi bez mrugnięcia okiem powtarzać największe nawet bzdury, jak premier Morawiecki o 70-proc. skoku cen po przyjęciu euro w Chorwacji (w rzeczywistości inflacja wyniosła zero, licząc miesiąc do miesiąca), bo zohydzanie wspólnej waluty przynosi efekty. Z badań na zlecenie Fundacji Wolności Gospodarczej wynika, że poparcie dla przesiadki ze złotego na euro z kwaratłu na kwartał eroduje. Bo i niemal nikt w polityce tego drogowskazu teraz nie broni.

Mimo to warto go po wyborach oczyścić z propagandowego błota, bo wejście na drogę do spełnienia kryteriów z Maastricht przyniesie korzyść konsumentom i firmom. Udana, a nie udawana jak dzisiaj, walka z nadmierną inflacją przyniosłaby w efekcie niższe rynkowe stopy procentowe i koszt zaciągania długu. A nasze podatki byłyby wydawane bardziej efektywnie, gdyby kolejny rząd, chcąc sprowadzić deficyt sektora finansów publicznych do akceptowalnych rozmiarów, wysprzątał stajnię Augiasza, jaką za rządów PiS stały się finanse państwa.

Dlatego już sama wędrówka do strefy euro się nam opłaci. Trzeba tylko – i aż – wybrać azymut i wyruszyć w drogę.

Nie trzeba być kierowcą rajdowym czy instruktorem harcerskim, by wiedzieć, że podróż lub wędrówka bez drogowskazu, mapy czy kompasu i azymutu często kończy się w ślepej uliczce lub na grzęzawisku. Przez wiele lat po 1989 r. kierunek był oczywisty: szliśmy na Zachód, budując gospodarkę rynkową. Na drogowskazie mieliśmy NATO i UE. Pomagało to zmieniać armię i prawo, z pożytkiem dla bezpieczeństwa i gospodarki. Dotarliśmy i do NATO, i do UE. Choć na co dzień tego nie doceniamy, napad Rosji na Ukrainę przypomniał, jak potrzebna była ta narodowa podróż.

Pozostało 83% artykułu
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację