Najbardziej pamiętne programy i strategie powstawały w okresach przełomowych. Weźmy choćby plan Balcerowicza, który przeprowadzał naszą gospodarkę z socjalizmu do kapitalizmu. Efekty wielkiego programu odbudowy ekonomicznej po odzyskaniu przez Polskę niepodległości (budowa Centralnego Okręgu Przemysłowego czy nowego miasta – Gdyni) widzimy do dziś. New Deal w Stanach Zjednoczonych był odpowiedzią na wielki kryzys i przeorał myślenie o wpływie państwa na mechanizmy rynkowe.

Pandemia jest niewątpliwie okresem bezprecedensowym w ostatniej historii współczesnego świata. Dlatego oczekiwano, że Krajowy Plan Odbudowy będzie czymś w rodzaju planu Marshalla. Ważną odpowiedzią na kryzys nie tylko ten zdrowotny, wywołany przez koronawirusa, ale też ten społeczno-ekonomiczny, który może nas trawić przez wiele lat.

W tym kontekście KPO, przedstawiony ostatnio przez rząd do konsultacji społecznych, wydaje się nieco rozczarowujący. Niby znalazło się tam wszystko co niezbędne. Są więc np. zapowiedzi wzmocnienia systemu ochrony zdrowia, zarówno w postaci uzupełniania bieżących potrzeb, jak i choćby odbudowy potencjału produkcji leków w Polsce. Jest obietnica pomocy dla branż najbardziej poszkodowanych przez koronakryzys – turystyki, gastronomii czy tzw. przemysłu czasu wolnego. Pozycją obowiązkową jest dofinansowanie wszystkiego, co się wiąże z zieloną transformacją i efektywnością energetyczną.

Na nowy impuls rozwojowy mogą liczyć samorządy, które inwestują w zeroemisyjny transport miejski, i branża kolejowa, program „Czyste powietrze" (co oznacza więcej pieniędzy na wymianę starych pieców), energetyka wiatrowa i rodzące się technologie wodorowe. Podobnie w KPO nie mogło zabraknąć tematów cyfrowej rewolucji, wsparcia dla firm i instytucji, które inwestują w innowacje, robotyzację, sztuczną inteligencję itp.

A jednak KPO nie porywa. Pierwsza prezentacja wykorzystania prawie 24 mld euro unijnych dotacji z Funduszu Odbudowy (czyli jakieś 100–110 mld zł) nie wywołała ożywionej dyskusji. Nikogo nie zachwyciła ani też nie dała pożywki do ostrej krytyki. Krajowy Plan Odbudowy wydaje się czysto technicznym, „porządnym" spisem koniecznych reform i inwestycji, sporządzonym zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej.

Nawet w warstwie retorycznej brakuje zwykłego dla PiS patosu, wizji czyhających zagrożeń, którym tylko ekipa Zjednoczonej Prawicy jest w stanie dać odpór, czy nawet charakterystycznej dla rządu prezentacji w PowerPoincie. Skąd ta zmiana podejścia? Być może wielkie słowa o dobrej zmianie PiS zarezerwowało sobie po prostu na później. Jak stwierdził premier Morawiecki, KPO ma być tylko przedsionkiem do Nowego Polskiego Ładu. Być może prawdziwy „plan Morawieckiego", który miałby zapisać się na kartach historii, dopiero przed nami.