Nagła, i dość radykalna, zmiana polityki Narodowego Banku Polskiego (podwyższająca referencyjną stopę procentową o 115 pkt baz., tj. z 0,1 proc. do 1,25 proc.) została przyjęta z satysfakcją przez ogół krajowych ekspertów (w tym przez laików mających o całej sprawie raczej mgliste pojęcie). Przy tej okazji przywołuje się przykłady Czech i Węgier, których banki centralne również zareagowały na wzrost inflacji, podnosząc swoje stopy procentowe. Jest interesujące, że podobnych reakcji na rosnącą inflację nie obserwuje się ani w USA, ani w Eurolandzie czy w Wielkiej Brytanii. W październiku stopa inflacji wyniosła 6,2 proc. w USA i 4,1 proc. w strefie euro (4,5 proc. w Niemczech). Dla W. Brytanii inflacja wyniesie prawdopodobnie 4,3 proc. Wszędzie tam oczekuje się dalszego wzrostu inflacji w nadchodzących miesiącach. Mimo to podstawowe oficjalne stopy procentowe pozostają niezmienione, na niskich poziomach: 0,25 proc. w USA, 0,00 proc. dla strefy euro i 0,10 proc. dla W. Brytanii. Gołębia polityka głównych banków centralnych świata odzwierciedla przeświadczenie, że obecna inflacja w skali globalnej ma charakter przejściowy. W przeświadczeniu tym utwierdzają oficjalne prognozy, wedle których inflacja ma się obniżać już w 2022 r.

Jakie będą prawdopodobne skutki odsuwającej się w czasie dezinflacji? Na pytanie to stara się odpowiedzieć Charles Goodhart, światowy ekspert nr 1 w sprawach polityki pieniężnej. Prof. Goodhart był przez dekady „szarą eminencją" w Banku Anglii. Był też m.in. „akuszerem" reformy polityki pieniężnej Nowej Zelandii. Reforma ta zapoczątkowała światową popularność polityki „inflation targeting". Odpowiedzi dostarcza tekst napisany wspólnie z M. Pradhanem, opublikowany 25 października na stronie internetowej voxeu.org. Tytuł artykułu tłumaczę jako „Co może się zdarzyć, gdy uporczywa inflacja zbudzi ze snu banki centralne?".

Co więc może się zdarzyć? Dla autorów najbardziej niepokojącą („most worrying") możliwością jest to, że banki centralne mogłyby „odwrócić swoją politykę nagle i dramatycznie, z korektą o 180 st. pociągającą za sobą skokowy wzrost stopy procentowej o 50 pkt baz. i kurczenie się bilansu banku". Przyczyn takiej zmiany polityki autorzy upatrują w psychologii bankierów centralnych, którzy po przedłużającym się okresie ewidentnego niepanowania nad sytuacją mogą ulec pokusie zademonstrowania zdolności do reagowania nagle i zdecydowanie.

Skutki takiej zmiany polityki są dla autorów przerażająco ryzykowne („horrendously risky"). Wśród tych skutków dostrzegają oni możliwość krachu cen aktywów finansowych, w tym załamania się boomu na rynku mieszkaniowym, gwałtowny wzrost bankructw przedsiębiorstw niefinansowych i rozmiarów „złych" długów, kulminujących się w depresji o budzącej grozę („awe-insiring") skali i – w konsekwencji – także dewastacji finansów publicznych. W tych okolicznościach gwałtowna zmiana kursu polityki pieniężnej nie oferuje, ich zdaniem, żadnych korzyści. Zdaniem autorów jest wiele rzeczy gorszych od kilku lat umiarkowanej inflacji rzędu, powiedzmy, 4–5 proc. Nawet jeśli wiarygodność banku centralnego, tolerującego taką inflację przez dłuższy czas, może ucierpieć, zawsze będzie można zasłaniać się zaistnieniem nieprzewidzianych zdarzeń lub obwiniać politykę poprzedników...

Tekst Goodharta i Pradhana kończy się zarysem zasad pożądanej, w ich mniemaniu, polityki w sytuacji obecnej. Jedną z głównych idei jest zalecenie umiarkowania i stopniowości przy ewentualnym zacieśnianiu polityki pieniężnej, dopuszczające utrzymywanie realnie ujemnych stóp procentowych przez dłuższy czas.

Czy z tych rozważań płyną jakieś wnioski odnoszące się do Polski? Radykalna zmiana kursu polityki dowodzi, że NBP „obudził się ze snu" i właśnie zareagował zgodnie z przewidywaniami. Niestety, na tym prawdopodobnie się nie skończy. Jastrzębie w RPP (i poza nią) mają najwyraźniej apetyt na dalsze skokowe zwyżki stóp procentowych. Dochodzą do tego, z „kręgów liberalnych", żądania ograniczenia wydatków publicznych – w pierwszym rzędzie transferów socjalnych. Wszystko to sugeruje możliwość wystąpienia recesji – bez istotnego zmniejszenia inflacji (wciąż napędzanej głównie przez politykę fiskalną łaknącą dodatkowych przychodów).

Autor jest emerytowanym pracownikiem Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Gospodarczych. W latach 2005–2009 był członkiem zespołu doradców ds. polityki pieniężnej Parlamentu Europejskiego.

Opinie publikowane w „Rzeczpospolitej" są elementem debaty publicznej i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy redakcji.