Program społecznych inicjatyw mieszkaniowych (SIM), czyli tanich mieszkań na wynajem z dojściem do własności, ale też reforma planowania przestrzennego czy bon mieszkaniowy dla rodzin to tylko niektóre ze środków, jakie w ostatnim czasie miały polepszyć sytuację na rynku mieszkaniowym. I to zarówno od strony podaży, jak i popytu (rozumianych jako ułatwienia w nabywaniu mieszkań). O ile to pierwsze z działań udało się zacząć wdrażać (promesa budowy około 20 tys. nowych mieszkań w SIM), o tyle pozostałe stoją dziś pod wielkim znakiem zapytania.

Przyczyn rosnących cen na rynku mieszkaniowym upatrywać należy w wielu czynnikach. Przede wszystkim koniunktura na rynku mieszkaniowym trwa nieprzerwanie od prawie kilkunastu lat. Popyt przewyższa podaż nie od dzisiaj. Do tego niska jest podaż gruntów pod zabudowę, a brak planów miejscowych zwiększa niepewność inwestycyjną.

W ostatnim czasie doszło jeszcze kilka dodatkowych czynników, jak rosnące ceny wyrobów i materiałów budowlanych, w tym przede wszystkim stali i drewna, rosnące koszty pracy i zarazem niskie bezrobocie, czyli brak rąk do pracy. Są jeszcze względy finansowe. Bardzo niskie oprocentowanie lokat bankowych powoduje, że Polacy poszukują innych, bardziej opłacalnych metod lokowania środków pieniężnych, a nieruchomości wydają się najpewniejszą inwestycją z najwyższym zwrotem kapitału. Ponadto, rekordowo niskie oprocentowanie kredytów bankowych zachęca niskimi ratami do coraz powszechniejszego lewarowania inwestycji mieszkaniowych kredytem hipotecznym, co z kolei bardzo napędza popyt. Na rynku dodatkowo widoczna jest już działalność zagranicznych funduszy masowo skupujących nieruchomości zarówno komercyjne, jak i mieszkaniowe.

Można temu przeciwdziałać na wiele sposobów, choć nie na wszystkie problemy znaleźć można od razu receptę. Zerwane łańcuchy dostaw, niepewność rynkowa i strach inwestorów wpłynęły na skalę produkcji oraz brak wielu towarów na rynku. Odbudowa po pandemii i lockdownach jeszcze chwilę potrwa. W międzyczasie trzeba rozważyć szybkie wprowadzenie ułatwień w zatrudnianiu cudzoziemców czy niepodnoszenie gwałtownie kosztów pracy (na przykład poprzez powstrzymanie się od podnoszenia podatków). Można rozważyć też ograniczenia w eksporcie drewna. Coraz bardziej konieczna zdaje się też interwencja banku centralnego i podniesienie stóp procentowych. Zaczyna być widoczne, że bez tego trudno będzie uspokoić sytuację na rynku mieszkaniowym. Jest to o tyle istotne, że przy dzisiejszym poziomie stóp procentowych i niskich ratach kredyt wydaje się niezwykle tani i łatwo dostępny, ale ta sytuacja z czasem może się zmienić i warto sygnalizować te zmiany powoli tak, aby potencjalni nabywcy mieli świadomość zmiany trendów i podejmowali decyzje uwzględniające takie ryzyko bądź zabezpieczali swoje kredyty przed takim ryzykiem.

Konieczne są też działania długofalowe, jak reforma planowania przestrzennego czy wypracowanie polskiej ustawy o firmach inwestujących w nieruchomości, czyli tzw. REIT (po polsku FIN). Reforma planowania przestrzennego pozwoli lepiej wykorzystać tereny pod inwestycje i zwiększyć poziom i jakość powstającej zabudowy. Z kolei ustawa o REIT-ach jest nam potrzebna w celu wzbogacenia oferty inwestycyjnej o nowy instrument angażujący zarówno inwestorów instytucjonalnych, jak i indywidualnych. To z kolei pozwoli polskiej gospodarce zapewnić dynamiczny rozwój i pobudzi lokalny rynek kapitałowy. REIT-y mogą stać się ważnym instrumentem pobudzenia drobnego indywidualnego kapitału mniej zamożnych Polaków do inwestowania i oszczędzania bez konieczności zaciągania kredytu.

Warto, żeby rządzący zdali sobie sprawę z tego, że mają gotowe instrumenty w zasięgu ręki, z których mogą korzystać i wpływać aktywnie na sytuację rynku mieszkaniowego, a nie tylko biernie ją obserwować.

Anna Kornecka, wiceminister rozwoju, pracy i technologii w latach 2020–2021