O tym, że futbol nad Wisłą to nie najlepszy interes, świadczą m.in. wyniki najnowszego raportu firmy Deloitte „Piłkarska Liga Finansowa". Przychody najlepszej w zestawieniu angielskiej Premier League wzrosły w 2012 r. o 16 proc. do poziomu 2,9 mld euro. Pięć najlepszych lig europejskich (poza angielską, także niemiecka, hiszpańska,włoska i francuska) wygenerowało w sumie 9,4 mld euro przychodów. W porównaniu do sezonu 2010/2011 oznacza to wzrost o blisko 700 mln euro (8 proc.).
Polską Ekstraklasę od czołówki rankingu dzielą lata świetlne. W ubiegłym roku kalendarzowym przychody klubów spadły o 3 proc. do poziomu 353 mln zł (84 mln euro). Niewiele wskazuje na to, że w najbliższej przyszłości polskiemu zespołowi uda się dostać do piłkarskiego raju, czyli Champions' League. I to pomimo faktu, że na przestrzeni ostatnich lat stał się on znacznie mniej elitarny niż miało to miejsce w latach 90-tych ubiegłego wieku, czyli wtedy, gdy po raz ostatni mogliśmy oglądać krajowe zespoły w rywalizacji z najlepszymi drużynami Starego Kontynentu. A mimo to właściciele klubów nie przestają wydawać na nie sporych (jak na polskie realia) pieniędzy. Oczywiście, mają do tego pełne prawo. Pytanie tylko, czemu – zwykle bardzo doświadczeni w biznesie ludzie – podejmują często bardzo nieracjonalne decyzje. Jest przecież tyle innych dyscyplin, w których zdecydowanie łatwiej zaistnieć w elicie.
Bardzo ciekawe zestawienie przygotował niedawno magazyn „Cycling News" wspólnie z agencją badawczą Repucom. Wynika z niego, że całkowita wartość przekazów medialnych dla 325 sponsorów obecnych w kolarskim cyklu UCI World Tour wyniosła w 2012 r. 2,1 mld dolarów. Średnio każdy z zespołów przyniósł swoim darczyńcom 88,4 mln dolarów. Co więcej, sponsoring w kolarstwie ma świetną efektywność, zwłaszcza gdy mowa o sponsorach tytularnych danej grupy. Z każdego dolara przeznaczonego na ten cel, sponsorzy otrzymują z powrotem 5,4 dol. w postaci przekazów medialnych. O takich sprawach, jak prestiż wynikający ze zwycięstwa w najważniejszych wyścigach sezonu, czyli Tour de France, Giro d'Italia i Vuelta a Espana, nie wspominając.
Jakim budżetem trzeba dysponować, żeby wygrać wielki tour? Kilka dni temu listę płac poszczególnych ekip zaprezentował Bloomberg. Najwięcej na pensje swoich kolarzy wydaje BMC Racing (szacunki na ten rok mówią o 15 mln euro). Team Sky – w barwach którego jeździ ubiegłoroczny triumfator „Wielkiej Pętli", Bradley Wiggins, a także Chris Froome, zmierzający pewnie po zwycięstwo w tym roku – wydawał na pensje (dane za 2011 r.) 13,2 mln euro. Z kolei Team Saxo Bank (zespół Alberto Contadora) przeznaczał na ten cel w 2012 r. 9 mln euro. W kolarstwie przyjmuje się zazwyczaj, że na zarobki członków zespołów wydaje się 75 proc. zgromadzonych środków. To oznacza, że budżety wymienionych ekip wynosiłyby odpowiednio 18,75 mln euro, 16,5 mln euro oraz 11,25 mln euro. Dla porównania, budżet warszawskiej Legii w obecnym sezonie ma sięgnąć 100 mln zł, czyli nieco ponad 23,5 mln euro...
Ktoś zakrzyknie pewnie od razu, że kolarstwo to znacznie mniej popularny sport niż piłka nożna, a do tego zmagający się chronicznie z problemem dopingu. To prawda, ale czy futbol jest nieskazitelnie czysty? Przecież bez ustanku wstrząsają nim kolejne doniesienia o „ustawianiu" spotkań. A w tle co jakiś czas przewijają się także informacje o wspomaganiu niedozwolonymi środkami farmakologicznymi. Nie tak dawno wspominano o nich w nawiązaniu do finału Ligi Mistrzów w 1996 roku.