Ktoś, kto pamięta tamto płomienne przemówienie wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych wygłoszone w Monachium do europejskich elit, musi dzisiaj odczuwać gigantyczny dysonans poznawczy, obserwując histeryczne reakcje administracji Donalda Trumpa na internetowe komentarze po zamordowaniu prawicowego influencera Charliego Kirka podczas jego wystąpienia na uniwersyteckim kampusie. Kirk był w amerykańskiej polityce postacią tyleż wpływową, co kontrowersyjną, w Polsce jego poglądy sytuowałyby go gdzieś między Grzegorzem Braunem a ścianą, poróżniliby się pewnie wyłącznie o stosunek do Żydów.