Wprawdzie raport szwajcarski bank opublikował bodaj w październiku ub. roku, ale mniejsza z tym, ważne, co zawiera. Otóż CS policzył zarówno aktywa finansowe netto (aktywa minus zobowiązania kredytowe) jak i niefinansowe – wartość domów, ziemi i mieszkań. Nie jest do końca jasne, czy uwzględniono wartość prywatnych przedsiębiorstw nie notowanych na giełdzie i majątek ruchomy. Metodologia Credit Suisse nie jest bowiem do końca jasna. Ponieważ jednak podstawą obliczeń dla wielu krajów był bilans gospodarstw domowych (household balance sheet), a ten, na przykład w USA, uwzględnia wartość nienotowanych firm prywatnych - stanowią tam ok. 10 procent całości aktywów – to wydaje się, że tak, ale głowy nie dam.
Credit Suisse pisze, że w przypadku Polski wykorzystywał dane NBP i OECD, ale nic ponadto nie wiemy. W szczególności nie wiemy skąd i jakie brano ceny ziemi, domów, mieszkań oraz czy uwzględniano wartość firm prywatnych, jednoosobowych działalności etc . Na kartce, bez szczegółowych poszukiwań w źródłach, próbowałem oszacować „po swojemu" majątek prywatny uwzględniając wartość firm i majątek ruchomy i uzyskałem nieco wyższy wynik - w pobliżu 28-30 tysięcy dolarów na głowę. Niewiele to zmienia w ogólnym obrazie sytuacji. Jak by nie liczyć, okazuje się, że prywatny majątek zgromadzony przez Polaków ma wartość mniej więcej półtora do dwóch razy większą niż roczny produkt krajowy. W krajach wysokorozwiniętych jest to na ogół 3 - 5 krotność.
Warto zatem zastanowić się, co można zrobić, by wartość zakumulowanego majątku była większa.
Po pierwsze – więcej oszczędzać. To oczywiste, poprawa znalazłaby natychmiast odzwierciedlenie w finansowej części bilansu aktywów. Warto jednak zauważyć, że w następnym raporcie najprawdopodobniej majątek Polaków będzie istotnie niższy. O ile bowiem oszczędności zgromadzone w OFE były zapewne do niego wliczone, to teraz skonfiskowane obligacje znikną z bilansów, a nie jest też pewne, co się będzie działo z pozostałymi oszczędnościami (akcje i inne papiery) przeniesionymi do ZUS.
W państwie, w którym tak łatwo następuje wywłaszczenie z oszczędności emerytalnych albo wypędzenie z ziemi - kto pamięta o „dobrowolnym" odebraniu dzierżawcom części gruntów kilka lat temu ? – a rzekomo bezpieczne zapisy o korzystnej waloryzacji w ZUS wkrótce będą zmienione dzięki zmianom w konstytucji, otóż w takim państwie oficjalne zachęty do oszczędzania są delikatnie mówiąc mało przekonujące.
Zamożność obywateli można by dość szybko podwyższyć dzięki nierynkowej, nieekwiwalentnej prywatyzacji majątku państwowego, na przykład przez sprzedaż ziemi z dyskontem, czy akcji po atrakcyjnych cenach w ofertach publicznych. Ale na to oczywiście nie można liczyć.
Trzeci sposób, to takie prowadzenie wiarygodnej polityki gospodarczej, by wzmocnić złotego, który w oczywisty sposób jest niedowartościowany, o czym świetnie wiemy z parytetu siły nabywczej, czy patrząc na ankiety, jaki kurs jest opłacalny dla eksporterów. Wymiar dolarowy majątku uległby wówczas zwiększeniu, choć nie przybyłoby go w złotówkach. Uległby, ale nie ulegnie, jakoś wydaje się, że prawie wszyscy są zadowoleni, że złoty jest słaby, choć pojąć dlaczego jest trudno.
Także zmiany w polityce gospodarczej prowadzące do większego poczucia bezpieczeństwa, napływu kapitału, poprawy sytuacji na giełdzie, rynkowej a nie rządowej alokacji zasobów, wzrostu cen nieruchomości itd – to wszystko także podwyższyłoby zasoby majątku Polaków.
I wreszcie ostatni sposób – związany z poprzednim: wyższe tempo wzrostu gospodarczego. Proszę się nie śmiać, to taki nieco staromodny sposób tworzenia dobrobytu. Niestety, politycy raczej wolą się zajmować dzieleniem niż mnożeniem majątku (poza własnym).