Reklama

Nosił wilk razy kilka…

Gazprom nagle znalazł się w sytuacji swoich europejskich odbiorców. Podpisał długoletni kontrakt na gaz, który dziś jest mu zbędny i za drogi. Co więc robi? Płacić tyle, ile mu pasuje i jeszcze skarży drugą stronę do sądu.

Publikacja: 24.07.2015 13:04

Iwona Trusewicz

Iwona Trusewicz

Foto: Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski Krzysztof Skłodowski

Wyobraźmy sobie, że PGNiG niezadowolone z ceny rosyjskiego gazu, zaczyna płacić zań o mniej więcej połowę mniej niż zapisano w kontrakcie i do tego nie uzgadnia tego z drugą stroną. To dopiero byłby skandal międzynarodowy i odżegnywanie polskiego odbiorcy od czci i wiary.

Tymczasem tak właśnie dzieje się w relacji Gazpromu z Turkmengazem. Od rozpadu ZSRR, Rosjanie starali się zablokować samodzielny eksport turkmeńskiego paliwa, słusznie podejrzewając, że z czasem może to być dla nich groźna konkurencja. Przez lata odbierali je więc za bezcen, mieszali ze swoim i tak sprzedawali Europie kilka razy drożej. Dzięki temu nie tylko nieźle zarabiali na gazie sąsiadów, ale Gazprom nie musiał też wydawać miliardów na kolejne drogie wiercenia w wiecznej zmarzlinie Syberii.

Fajnie to funkcjonowało, aż w Turkmenistanie w tajemniczych okolicznościach przekręcił się miejscowy satrapa, a wcześniej komunistyczny kacyk zwany przez wdzięczny lud pasterski Turkmenbaszą. I wszystko zaczęło się zmieniać na niekorzyść Rosjan. Nowe władze chciały zarabiać na swoim gazie.

Pięć lat temu strony podpisały nowy kontrakt, w którym Rosjanie zgodzili się płacić więcej za mniej odbieranego gazu. Ale i ta wielkość (10 mld m3) zaczęła ich uwierać już w minionym roku, gdy popyt za rosyjskie paliwo w Europie gwałtownie spadł. Padli tu jednak ofiarą swoich własnych przyzwyczajeń. W kontrakcie z Turkemngazem znalazł się bowiem osławiony i znienawidzony w Europie warunek „take or pay" (bierz lub płać). Tylko że tym razem dotyczy on stront rosyjskiej, o czym Gazprom chyba zapomniał podpisując umowę.

Turkmengaz nie zgodził się na zmiany w umowie, tak jak Gazprom nie godzili się to robić wobec swoich unijnych odbiorców. Co w tej sytuacji zrobili Rosjanie? Zaczęli płacić tyle, ile im pasuje. Od początku roku będzie to już ok. 400 mln dol. mniej niż powinni zgodnie z kontraktem, podliczyły turkmeńskie władze.

Reklama
Reklama

Ale to nie one pozwały Rosjan o zapłatę, ale Gazprom poszedł na całość i w sądzie chce dochodzić zmiany ceny, tak jak to robią koncerny europejskie m.in. PGNiG. W tym samym czasie do Brukseli jedzie wiceprezes koncernu i radośnie oświadcza, że zarzuty o praktyki monopolistyczne są wyssane z palca, a koncern jest niewinny i cacy.

Na całej sprawie traci wizerunek rosyjskiego koncernu jako dostawcy wiarygodnego i przestrzegającego podpisanych umów. Nikt już chyba nie ma wątpliwości, że Gazprom umów dotrzymuje, ale tylko tych na których sam korzysta najwięcej.

Opinie Ekonomiczne
UE może stać się ofiarą amerykańskiej dominacji energetycznej
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Opinie Ekonomiczne
Grzegorz Kozieja: Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na interesy rolników
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Znikające taksówki. Quo vadis, gospodarko?
Opinie Ekonomiczne
Michał Duszczyk: Byliśmy potęgą, ale dziś ogrywają nas Niemcy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama