Anna Trzaszczka zaznaczyła, że pielęgniarki dokładają starań, by protest nie odbywał się ze szkodą dla pacjentów. Jak dodała, strajkujący personel nadal czeka na krok ze strony dyrekcji.

W ocenie Anny Trzaszczki wczorajsze rozmowy z przedstawicielami władz szpitala, w których uczestniczyły pielęgniarki z Zarządu Krajowego Związku Pielęgniarek i Położnych, można uznać za pewien postęp.

Na dzisiaj zaplanowano kolejne rozmowy z udziałem szefowej związku Doroty Gardias. Według nieoficjalnych informacji, ma zostać poruszona kwestia dodatkowych pieniędzy z Narodowego Funduszu Zdrowia. Jednak Anna Trzaszczka zaznaczyła, że szczegóły nie są na razie znane.

[wyimek]- Najważniejsze dla nas to zacząć w końcu rozmawiać - mówi Trzaszczka.[/wyimek]

Szefowa związku zawodowego pielęgniarek podkreśliła, że powinien zostać usprawniony system przekazywania informacji między dyrekcją a strajkującymi. Jak dodała, nie może dochodzić do sytuacji, gdy do szpitala przyjmowani są chorzy, mimo, iż nie może być im zagwarantowana odpowiednia opieka.

W radomskiej placówce zatrudnionych jest półtora tysiąca osób - w tym prawie 600 pielęgniarek i 200 lekarzy. Obecnie - ze względu na strajk - do szpitala przyjmowani są przede wszystkim chorzy w stanie zagrożenia życia, jednak ostateczną decyzję podejmuje dyrekcja.

Pielęgniarki domagają się podwyżek średnio o 600 złotych brutto. Dyrektor szpitala wyjaśnia, że nie może spełnić żądań, bo placówka jest zadłużona na 25 milionów złotych.