– Kolejka kolejce nierówna. Są sytuacje, w których oczekiwanie na leczenie zagraża zdrowiu lub życiu – mówi Krzysztof Łanda, prezes fundacji Watch Health Care. Organizacja uruchomiła wczoraj portal, za pośrednictwem którego można zgłosić, jak długo czeka się na wizytę lub zabieg. – Będziemy te zgłoszenia weryfikować i najprawdopodobniej w ciągu trzech miesięcy stworzymy ranking najbardziej deficytowych zabiegów – zapowiada Łanda.
Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia najdłużej
– kilkanaście miesięcy – czeka się na wszczepienie protez ortopedycznych, np. biodra czy kolana. Od ubiegłego roku kolejki znowu zaczęły się wydłużać. Jednak te informacje, choć również dostępne w Internecie, są często podawane z opóźnieniem i dość ogólnie (np. wiadomo, ile się czeka na przyjęcie na oddział, a nie na konkretny zabieg).
Eksperci z Watch Health Care podają inne przykłady. Kolejka do leczenia zębów w znieczuleniu ogólnym sięga aż półtora roku. A tylko w ten sposób można leczyć zęby dzieci upośledzonych umysłowo. – Nikt nie ma wątpliwości, że jest to procedura niezbyt droga i niezbędna... To dlaczego ją ograniczać?!
– mówi Łanda.
Jego zdaniem w wielu sytuacjach lepsze finansowanie zabiegu przez NFZ natychmiast poprawiłoby jego dostępność dla pacjentów.
Dochodzi do paradoksów: po wyczerpaniu limitów na stosunkowo tanie USG pacjentom proponuje się dużo droższy rezonans magnetyczny. – Wtedy, gdy nie ma polityki zdrowotnej, wyznaczają ją kwestie finansowe, takie jak umowy NFZ – mówi Krystyna Grzenia, dyrektor Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku. Jej zdaniem największym problemem jest ograniczony dostęp do specjalisty osób, którym trzeba postawić diagnozę.
– Może to utrudnić proces leczenia i sprawić, że będzie ono znacznie droższe – zaznacza Grzenia. Tłumaczy, że pacjentowi trudno jest rozpocząć leczenie, ponieważ by dostać skierowanie na badania, musi się zgłosić do specjalisty.
A tam są często wielomiesięczne kolejki. – Tymczasem powinno się po prostu wyznaczyć szczegółowe wskazania do takich badań. Skierowanie powinien móc wypisać każdy lekarz każdemu pacjentowi, który te kryteria spełnia – podpowiada dyrektor Grzenia.
Ułatwiłoby to także dostęp do specjalistów, którzy dzięki temu, że nie wypisywaliby skierowań, mieliby więcej czasu na interpretowanie wyników badań.