Program leczenia niepłodności, który ruszył 1 czerwca 2024 r., był jednym z najbardziej wyczekiwanych projektów zdrowotnych ostatnich lat. Jego celem jest leczenie niepłodności oraz zabezpieczenie płodności u pacjentów onkologicznych. Po półtora roku funkcjonowania sejmowa Komisja Zdrowia podsumowała efekty programu oraz problemy związane z jego realizacją.
„Program na skalę europejską”
Jak podsumował wiceminister zdrowia, Maciej Maciejewski, program realizowany jest obecnie przez 58 ośrodków wybranych w konkursie. – Jeżeli chodzi o rezultaty tegoż programu, to 31 grudnia 2025 r. dane uzyskane od tych 58 realizatorów stwierdzają, że urodziło się 9525 dzieci, uzyskano 23507 ciąż klinicznych, blisko 2000 par zakwalifikowano do udziału, 43 rozpoczęły już procedurę zapłodnienia pozaustrojowego, przeprowadzono ponad 10 tys. kriotransferów, a jeżeli chodzi o zabezpieczenie płodności, to 1626 osób zgłosiło się do programu zabezpieczenia płodności, a 1413 już zamroziło komórki jajowe bądź nasienie – powiedział.
Czytaj więcej
Refundacja in vitro wróciła ponad rok temu i już dzięki temu programowi urodziło się ponad 6 tys. dzieci. Eksperci mówią, że to dobry program, ale...
Skuteczność procedur – podsumował wiceminister – wynosi obecnie ok. 30 proc., czyli tyle, ile średnia europejska. Natomiast koszt leczenia to – według wyliczeń resortu – około 20 tys. zł na parę. – To są wyniki zgodne z najlepszymi standardami międzynarodowymi – podkreślił.
Prywatne kliniki i pytania o pieniądze
Jednym z głównych tematów, poruszonych podczas podsumowywania dotychczasowej działalności programu, była struktura jego realizatorów. Większość procedur wykonują podmioty prywatne, co wzbudziło wątpliwości części posłów. – Czy ministerstwo analizowało rentowność tych podmiotów? Czy wyceny świadczeń nie są zawyżone? – pytał Janusz Cieszyński (PiS). Podał w wątpliwość również fakt, czy państwowe finansowanie nie zastępuje po prostu prywatnych wydatków pacjentów.
Wiceminister odpowiedział, że przez lata, w których brakowało publicznego finansowania w tym zakresie, to właśnie sektor prywatny inwestował w rozwój technologii in vitro, na co nie mogły sobie pozwolić placówki publiczne. – Gdyby nie wieloletnia przerwa w programie, dziś mielibyśmy znacznie więcej ośrodków publicznych. A tak to one dopiero zaczynają do niego dołączać – wskazał Maciejewski.
Kontrole, błędy i rejestr
Posłowie PiS pytali także o nadzór nad klinikami, zwłaszcza po medialnych doniesieniach o pomyłkach materiału biologicznego. – Ile kontroli przeprowadzono? Czy są znane błędy medyczne? Co z zarodkami w klinikach, które przestały istnieć? – pytała Józefa Szczurek-Żelazko (PiS). Resort zapewniał, że wszystkie zgłoszenia są kontrolowane na bieżąco, a w 2026 r. zaplanowano 60 kontroli w ośrodkach leczenia niepłodności. W przypadku zamknięcia placówki, zarodki muszą zostać przekazane do innego ośrodka – zgodnie z europejskimi standardami.
Ministerstwo zapowiedziało też uruchomienie centralnego, cyfrowego rejestru procedur in vitro, który ma umożliwić pełny monitoring programu.
Czytaj więcej
Co najmniej 197 dzieci w Europie zostało poczętych z nasienia dawcy, który nieświadomie przekazywał rzadką i wyjątkowo groźną mutację zwiększającą...
Środki przekazywane na program są za małe
Największym problemem programu jest niewystarczający budżet – mówili eksperci zaproszeni na posiedzenie Komisji Zdrowia. – Mamy kolejki par, które czekają miesiącami. Niektóre z nich są na granicy wieku kwalifikacyjnego i mogą po prostu wypaść z programu – wskazała dr Katarzyna Kozioł z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii. Jej zdaniem realne zapotrzebowanie wymaga budżetu na poziomie co najmniej 800 mln zł rocznie. W 2025 r. na realizację programu przeznaczono 600 mln zł.
Anita Fincham ze Stowarzyszenia „Nasz Bocian” podkreśliła zaś, że kryzys dzietności nie polega na tym, że ludzie nie chcą mieć dzieci, tylko że nie mogą ich mieć. – Ten program jest jednym z niewielu realnych narzędzi polityki demograficznej – dodała. Apelowała o rozszerzenie dostępu do leczenia dla kobiet samodzielnych oraz o jawny rejestr wszystkich procedur, w tym tych prywatnych.
Czytaj więcej
Do końca września 2025 r. Ministerstwo Zdrowia rozdysponowało 594 mln zł z 600 mln zł przeznaczonych na realizację programu leczenia niepłodności.
Pacjenci nie wiedzą, że mają wybór
Pomimo szerokiej debaty publicznej, która towarzyszyła ponownemu wprowadzeniu programu „in vitro”, okazuje się, że niewielu pacjentów onkologicznych jest świadomych, że może zabezpieczyć swoją płodność. Badania na ten temat przeprowadziła Fundacja Alivia. – Tylko 30 proc. pacjentów wiedziało przed leczeniem, że może zabezpieczyć płodność. A tylko co trzecia z tych osób dostała realną instrukcję, co zrobić – powiedziała Joanna Frątczak-Kazana, wiceprezeska Fundacji Alivia.
W raporcie z badania organizacja wskazała pięć kluczowych problemów:
• brak obowiązku informowania pacjenta o możliwości zabezpieczenia płodności;
• brak jasnej instrukcji „krok po kroku”;
• brak koordynatora w szpitalu, który mógłby służyć pomocą pacjentom w tej kwestii;
• brak szkoleń dla personelu;
• brak monitorowania jakości.
Z uwagi na te braki, według szacunków Alivii, z programu skorzystało mniej niż 10 proc. pacjentów onkologicznych w wieku rozrodczym.
Sukces z dużym znakiem zapytania
Choć niemal wszyscy uczestnicy sejmowej Komisji Zdrowia zgodzili się, że program in vitro przynosi realne efekty, równie wyraźnie wybrzmiało, że jest to sukces połowiczny. Resort zdrowia zapowiada, że ostateczna ewaluacja za 2025 r. zostanie przedstawiona do 31 lipca, a decyzje budżetowe zapadną w kolejnych miesiącach.