Reklama

Program dofinansowania in vitro za mały względem potrzeb? "Pary czekają miesiącami"

Ponad 9,5 tysiąca dzieci urodziło się w Polsce dzięki rządowemu programowi in vitro. Choć resort zdrowia mówi o sukcesie, posłowie pytają o koszty, nadzór i rolę prywatnych klinik, a organizacje pacjenckie alarmują: program jest za mały wobec realnych potrzeb.

Publikacja: 23.01.2026 12:22

Ponad 9,5 tysiąca dzieci urodziło się w Polsce dzięki rządowemu programowi in vitro.

Ponad 9,5 tysiąca dzieci urodziło się w Polsce dzięki rządowemu programowi in vitro.

Foto: Adobe stock

Program leczenia niepłodności, który ruszył 1 czerwca 2024 r., był jednym z najbardziej wyczekiwanych projektów zdrowotnych ostatnich lat. Jego celem jest leczenie niepłodności oraz zabezpieczenie płodności u pacjentów onkologicznych. Po półtora roku funkcjonowania sejmowa Komisja Zdrowia podsumowała efekty programu oraz problemy związane z jego realizacją.

„Program na skalę europejską”

Jak podsumował wiceminister zdrowia, Maciej Maciejewski, program realizowany jest obecnie przez 58 ośrodków wybranych w konkursie. – Jeżeli chodzi o rezultaty tegoż programu, to 31 grudnia 2025 r. dane uzyskane od tych 58 realizatorów stwierdzają, że urodziło się 9525 dzieci, uzyskano 23507 ciąż klinicznych, blisko 2000 par zakwalifikowano do udziału, 43 rozpoczęły już procedurę zapłodnienia pozaustrojowego, przeprowadzono ponad 10 tys. kriotransferów, a jeżeli chodzi o zabezpieczenie płodności, to 1626 osób zgłosiło się do programu zabezpieczenia płodności, a 1413 już zamroziło komórki jajowe bądź nasienie – powiedział.

Czytaj więcej

In vitro to szansa na dziecko dla osób z niepłodnością

Skuteczność procedur – podsumował wiceminister – wynosi obecnie ok. 30 proc., czyli tyle, ile średnia europejska. Natomiast koszt leczenia to – według wyliczeń resortu – około 20 tys. zł na parę. – To są wyniki zgodne z najlepszymi standardami międzynarodowymi – podkreślił. 

Prywatne kliniki i pytania o pieniądze

Jednym z głównych tematów, poruszonych podczas podsumowywania dotychczasowej działalności programu, była struktura jego realizatorów. Większość procedur wykonują podmioty prywatne, co wzbudziło wątpliwości części posłów. – Czy ministerstwo analizowało rentowność tych podmiotów? Czy wyceny świadczeń nie są zawyżone? – pytał Janusz Cieszyński (PiS). Podał w wątpliwość również fakt, czy państwowe finansowanie nie zastępuje po prostu prywatnych wydatków pacjentów.

Reklama
Reklama

Wiceminister odpowiedział, że przez lata, w których brakowało publicznego finansowania w tym zakresie, to właśnie sektor prywatny inwestował w rozwój technologii in vitro, na co nie mogły sobie pozwolić placówki publiczne. – Gdyby nie wieloletnia przerwa w programie, dziś mielibyśmy znacznie więcej ośrodków publicznych. A tak to one dopiero zaczynają do niego dołączać – wskazał Maciejewski. 

Kontrole, błędy i rejestr

Posłowie PiS pytali także o nadzór nad klinikami, zwłaszcza po medialnych doniesieniach o pomyłkach materiału biologicznego. – Ile kontroli przeprowadzono? Czy są znane błędy medyczne? Co z zarodkami w klinikach, które przestały istnieć? – pytała Józefa Szczurek-Żelazko (PiS). Resort zapewniał, że wszystkie zgłoszenia są kontrolowane na bieżąco, a w 2026 r. zaplanowano 60 kontroli w ośrodkach leczenia niepłodności. W przypadku zamknięcia placówki, zarodki muszą zostać przekazane do innego ośrodka – zgodnie z europejskimi standardami.

Ministerstwo zapowiedziało też uruchomienie centralnego, cyfrowego rejestru procedur in vitro, który ma umożliwić pełny monitoring programu.

Czytaj więcej

Niemal 200 dzieci poczętych z nasienia mężczyzny z groźną mutacją genetyczną

Środki przekazywane na program są za małe

Największym problemem programu jest niewystarczający budżet – mówili eksperci zaproszeni na posiedzenie Komisji Zdrowia. – Mamy kolejki par, które czekają miesiącami. Niektóre z nich są na granicy wieku kwalifikacyjnego i mogą po prostu wypaść z programu – wskazała dr Katarzyna Kozioł z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii. Jej zdaniem realne zapotrzebowanie wymaga budżetu na poziomie co najmniej 800 mln zł rocznie. W 2025 r. na realizację programu przeznaczono 600 mln zł.

Anita Fincham ze Stowarzyszenia „Nasz Bocian” podkreśliła zaś, że kryzys dzietności nie polega na tym, że ludzie nie chcą mieć dzieci, tylko że nie mogą ich mieć. – Ten program jest jednym z niewielu realnych narzędzi polityki demograficznej – dodała. Apelowała o rozszerzenie dostępu do leczenia dla kobiet samodzielnych oraz o jawny rejestr wszystkich procedur, w tym tych prywatnych.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Dofinansowanie in vitro. Ministerstwo nie planuje zwiększenia środków w 2025 r.

Pacjenci nie wiedzą, że mają wybór

Pomimo szerokiej debaty publicznej, która towarzyszyła ponownemu wprowadzeniu programu „in vitro”, okazuje się, że niewielu pacjentów onkologicznych jest świadomych, że może zabezpieczyć swoją płodność. Badania na ten temat przeprowadziła Fundacja Alivia. – Tylko 30 proc. pacjentów wiedziało przed leczeniem, że może zabezpieczyć płodność. A tylko co trzecia z tych osób dostała realną instrukcję, co zrobić – powiedziała Joanna Frątczak-Kazana, wiceprezeska Fundacji Alivia.

W raporcie z badania organizacja wskazała pięć kluczowych problemów:

• brak obowiązku informowania pacjenta o możliwości zabezpieczenia płodności;

• brak jasnej instrukcji „krok po kroku”;

• brak koordynatora w szpitalu, który mógłby służyć pomocą pacjentom w tej kwestii;

Reklama
Reklama

• brak szkoleń dla personelu;

• brak monitorowania jakości.

Z uwagi na te braki, według szacunków Alivii, z programu skorzystało mniej niż 10 proc. pacjentów onkologicznych w wieku rozrodczym.

Sukces z dużym znakiem zapytania

Choć niemal wszyscy uczestnicy sejmowej Komisji Zdrowia zgodzili się, że program in vitro przynosi realne efekty, równie wyraźnie wybrzmiało, że jest to sukces połowiczny. Resort zdrowia zapowiada, że ostateczna ewaluacja za 2025 r. zostanie przedstawiona do 31 lipca, a decyzje budżetowe zapadną w kolejnych miesiącach.

Ochrona zdrowia
Szpitale nie chcą się łączyć
Ochrona zdrowia
Krystyna Ptok: Pielęgniarki nie wykluczają protestu
Ochrona zdrowia
Potrzeby seniorów rosną, a system nie nadąża. Powstał Krajowy Plan Transformacji
Ochrona zdrowia
Kardiologia - ważna reforma, na którą może zabraknąć pieniędzy
Ochrona zdrowia
Piotr Gałecki, konsultant krajowy ds. psychiatrii: Ratowanie życia nie powinno oznaczać łamania prawa
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama