Takie wnioski płyną z wczorajszego, zwołanego w specjalnym trybie posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia. Było poświęcone akcji ratowniczej z 3 maja na drodze S8 położonej w województwie łódzkim, na której w karambolu zginęły trzy osoby, a 30 zostało rannych.
Z nagrań rozmów telefonicznych, jakie prowadziły zespoły ratownictwa medycznego, wynika, że służby udzielały pomocy w chaosie. Przez to poszkodowani w wypadku mogli nie dostać jej na czas. W akcję było włączonych aż sześć dyspozytorni pogotowia ratunkowego.
– Wypadek obnaża wadę polskiego systemu ratownictwa medycznego, polegającą na tym, że brakuje koordynatora akcji. Resort powinien zmienić przepisy – apelował wczoraj na posiedzeniu komisji prof. Juliusz Jakubaszko z Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej.
Zdaniem ekspertów takim koordynatorem mógłby być departament zarządzania kryzysowego przy wojewodzie.
Nadzór nad systemem ratownictwa medycznego w województwie, według przepisów ustawy o państwowym ratownictwie medycznym, należy do wojewody. Organem założycielskim stacji pogotowia jest samorząd. Eksperci podkreślają, że odpowiedzialność za pogotowie jest rozmyta.
Jednocześnie NFZ podpisuje umowy z państwowymi i prywatnymi stacjami pogotowia
– To mieszanie państwowego z prywatnym; w efekcie pogotowia konkurują i zwalczają się wzajemnie – podkreślała wczoraj posłanka Anna Zalewska.
Cezary Rzemek, wiceminister zdrowia, nie chciał ujawnić, co sądzi ministerstwo o akcji ratowniczej na S8. Czeka na wynik resortowej kontroli.