Jeżeli plany się powiodą, ludzka skóra wyprodukowana metodą warstwowego nakładania komórek będzie gotowa za pięć lat. Na razie nie będzie służyć do przeszczepów, lecz do testowania kosmetyków. W ten sposób L'Oreal chce ominąć zakaz testów na zwierzętach.
Specjalna „strzykawka" będzie się poruszać na prowadnicach, nanosząc kolejne komórki w starannie wybranych miejscach. W ten sposób, warstwa po warstwie, zostanie – dosłownie – zbudowana ludzka skóra. Naukowcy będą mogli regulować jej grubość, elastyczność i pigmentację.
– Dzięki temu pomysłowi można wyprodukować różne rodzaje skóry – mówi sieci CNN Arnold Bos, analityk z Lux Research. – Można uzyskać skórę wrażliwą albo twardszą skórę mężczyzny.
I choć tkankę podobną do skóry udało się już wyprodukować, to badacze ciągle mają problem z trwałością komórek wykorzystywanych jako budulec. Z tego powodu takie firmy jak L'Oreal wolą hodować skórę w laboratorium, w sposób bardziej „tradycyjny". Technikę druku 3D próbuje się również wykorzystywać do wytwarzania bardziej złożonych organów potrzebnych do przeszczepów w medycynie.
Nad podobnym pomysłem pracuje też Procter & Gamble. W tym przypadku drukowane tkanki mają posłużyć do opracowania nowych produktów oraz testów bezpieczeństwa.
– Niektóre zagadnienia z zakresu bezpieczeństwa stosowania nie dają się symulować poprzez użycie obecnie dostępnych metod – mówi Elena Lurie-Luke z Procter & Gamble. – Potrzebne są alternatywne metody bez udziału zwierząt laboratoryjnych. A biodrukarki 3D wydają się interesującym rozwiązaniem.
Eksperci z firm produkujących specjalizowane biodrukarki 3D szacują, że rynek takich urządzeń będzie miał w 2025 roku wartość miliarda dolarów. Podobną kwotę L'Oreal wydał na badania i rozwój w 2013 roku – przypomina CNN. Jednak możliwości produkcji potrzebnych tkanek, oszczędności w procesie testowania produktów, a przede wszystkim zniesienie cierpień zwierząt laboratoryjnych nakłady te wielokroć zrekompensują.