W czwartek Naczelny Sąd Administracyjny przesądził, że malownicze ruiny zamku w Odrzykoniu pozostaną własnością Skarbu Państwa. Zamek został zniszczony podczas potopu szwedzkiego. Nigdy już nie odzyskał dawnej świetności.
Czytaj także: Spadkobiercy przejmują zamki, dworki i parki
Nie są to byle jakie ruiny. Były one inspiracją dla Aleksandra Fredry. To tu osadził akcję „Zemsty". Właśnie w Odrzykoniu toczy się spór o mur graniczny między dwoma właścicielami zamku.
Od lat o zwrot zamku występują spadkobiercy Stanisława Kostki Starowieyskiego, prawnuka siostry Aleksandra Fredry. Zginął on w obozie koncentracyjnym w Dachau. Beatyfikował go w 1999 r. papież Jan Paweł II.
A gdzie twarde dowody
Przeszło osiem lat temu jego rodzina wystąpiła z wnioskiem do Agencji Nieruchomości Rolnych (obecnie jest to Krajowy Ośrodek Rozwoju Rolnictwa) o stwierdzenie, że zamek nie był objęty działaniem dekretu o reformie rolnej.
ANR przekazała następnie sprawę do rozpatrzenia wojewodzie podkarpackiemu. Ten odmówił wszczęcia postępowania administracyjnego. Tłumaczył, że prawo do złożenia wniosku posiada tylko osoba uprawniona.
A tak w tym przypadku nie było. Wojewoda, by ustalić podstawę przejęcia zamku, wystąpił do dwóch sądów rejonowych oraz do dwóch archiwów. Nie odnalazł tam jednak żadnych dokumentów z których wynikałoby, komu przysługiwało prawo własności zamku w dniu przejęcia go na cele reformy rolnej. Takich twardych dowodów nie przedstawili też spadkobiercy.
Poza tym, zdaniem wojewody, Skarb Państwa zdążył już zasiedzieć nieruchomość z zamkiem.
Zażalenie na postanowienie wojewody do ministra rolnictwa i rozwoju wsi wnieśli spadkobiercy. Minister podzielił zdanie wojewody. Wówczas potomkowie wnieśli odwołanie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Twierdzili w nim, że Stanisław Kostka Starowieyski był do dnia swojej śmierci w 1941 r. właścicielem zamku. Następnie przeszła ona na własność na Andrzeja Starowieyskiego a po jego śmierci – na własność skarżących. Jako dowód przedstawili kopię poświadczenia hipotecznego z Sądu Okręgowego w Jaśle z 1921 r.
Poświadczenie to za mało
WSA nie uwzględnił skargi. Doszedł do wniosku, że poświadczenie to za mało, by przyznać prawo spadkobiercom do ubiegania się o zwrot zamku. Ci nie poddali się i wnieśli skargę do NSA. Na rozprawie w czwartek pełnomocnik rodziny przedstawił nowy dokument świadczący o tym, że zamek należał do Starowieyskich. Odnaleziono go podczas porządkowania archiwum domowego niedawno zmarłego Andrzeja Starowieyskiego. Był to oryginalny arkusz posiadłości gruntowej z 1942 r. sporządzony po polsku i niemiecku. Dokument miał charakter katastralny. Na jego podstawie wymierzano podatek gruntowy. Zdaniem pełnomocnika jasno wynika z niego, że Starowieyscy w 1942 r. byli właścicielami gruntu, na którym stoją ruiny zamku.
Strona musi się postarać
NSA nie dopuścił jednak nowego dowodu z dokumentu. Wyjaśnił, że nie jest jego rolą badanie nowych dowodów. Ocenia on jedynie prawidłowość wyroku WSA, a tego dowodu sądowi pierwszej instancji strony nie przedstawiły. Nie weźmie więc go pod uwagę.
Następnie NSA po przeprowadzeniu postępowania oddalił skargę na wyrok WSA. Uznał, że nie wynika z niej, by WSA popełnił jakiś błąd. Odmowa wszczęcia postępowania była więc zasadna. Według niego nie ma też wystarczających dowodów, że Stanisław Kostka Starowieyski był właścicielem zamku.
Zdaniem NSA w tego rodzaju sprawach ciężar dowodzenia spoczywa na stronie, a ta nie przedstawiła żadnego wiarygodnego dowodu przed WSA. Poświadczenie z sądu było tylko nieuwierzytelniona kserokopią. A to za mało, by uwzględnić skargę.
Sygnatura akt: I OSK 2574/16