Mimo wielkich oczekiwań hotele w tegoroczny długi weekend majowy, podobnie jak w ubiegły, były zamknięte. – Hotelarze stracili majówkę, co jest ogromnym ciosem, zwłaszcza że nastąpiło to na rzecz wyjazdów zagranicznych Polaków, promowanych też przez rodzime linie lotnicze, co zwiększa rozgoryczenie – mówi Jan Wróblewski, współzałożyciel spółki Zdrojowa Invest & Hotels.

Otwarcie obiektów turystycznych rząd zapowiada na 8 maja, ciągle jednak bez gastronomii i przy niepełnym obłożeniu.

Grzegorz Kaleta, ekspert ds. rynku hotelowego w firmie doradczej CBRE, spodziewa się, że większość Polaków wybierze wakacje w kraju, korzystając z bonów turystycznych. Są ważne do marca 2022 r., a ich wykorzystanie, jak mówi, jest niewielkie.

Wyprzedaże i odejścia

Na razie, jak zauważa Katarzyna Tencza, dyrektor ds. hotelowych w firmie doradczej Walter Herz, poziom rezerwacji na wakacje nie jest duży.

– W najbliższych tygodniach szybko się to jednak zmieni – ocenia. – W tym roku największym powodzeniem wśród turystów będzie się wciąż cieszyć polskie morze. Znaczna część osób planuje jednak wyjazd zagraniczny, przede wszystkim do Chorwacji i Grecji, bo te kraje nie wymagają testów i kwarantanny od osób w pełni zaszczepionych. Branża się spodziewa, że poza wyjazdami wypoczynkowymi do kurortów, wiele osób będzie wyjeżdżać również na weekendy do hoteli w miastach i że większość firm odmrozi wyjazdy służbowe.

Katarzyna Tencza ocenia, że w przypadku długoterminowego utrzymania 50-proc. obłożenia hoteli odrabianie strat będzie utrudnione i potrwa znacznie dłużej. – Jeśli to ograniczenie zostanie utrzymane w wakacje, będzie to naprawdę potężny cios dla obiektów turystycznych – ocenia. Podaje, że według Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK zaległości firm oferujących zakwaterowanie na koniec lutego 2021 r. wynosiły 1,06 mld zł. – Od końca marca 2020 r. do końca lutego 2021 r. spadły o 60 mln zł (-5,4 proc.). Niestety, liczba firm z problemami w obsłudze zobowiązań zwiększyła się o 112, do 1775 podmiotów – wskazuje.

Strat hoteli nie da się tak szybo nadrobić także w ocenie Grzegorza Kalety. – Opiewają na miliardy złotych. Zamknięcie tylko w długi weekend majowy to ok. 200 mln strat. Jeśli w najbliższym czasie poradzimy sobie z pandemią, to wskaźniki obłożenia powrócą najszybciej po dwóch latach, szybciej w obiektach resortowych, a znacznie wolniej w miejskich, biznesowo-korporacyjnych – przewiduje ekspert CBRE.

Dodaje, że problemy najbardziej odczuły najbardziej rozwinięte rynki, jak np. krakowski. – W poprzednich latach niemal wszystkie obiekty hotelowe w Krakowie gwarantowały sukces i znaczne przychody przez cały rok, podczas gdy w Gdańsku czy Sopocie przychody były znacznie bardziej uzależnione od sezonu – przypomina. - Pandemia odwróciła tę tendencję. W 2020 r. obiekty na Pomorzu przyniosły większe przychody w krótkim sezonie niż Kraków przez cały rok.

Grzegorz Kaleta zwraca jednocześnie uwagę na wyprzedaże niedużych obiektów hotelowych, np. na Pomorzu. – Większe sieci współpracujące z funduszami zagranicznymi, które są de facto właścicielami budynków hotelowych, radziły sobie lepiej, wypracowując wspólne rozwiązania – mówi Kaleta. – Ale nawet i tam nastąpił znaczny odpływ doświadczonej kadry. To nawet ok. 100 tys. pracowników. Większość się przebranżowiła i prawdopodobnie już nie wróci do sektora hotelowego. Ci, którzy pozostali, często godzili się na brak rocznych premii oraz czasowe obniżki wynagrodzenia. Obawiam się, że w nadchodzące wakacje będziemy świadkami niedociągnięć i braków w personelu, który będzie nas obsługiwał.

Większość hoteli ten trudny czas jakoś jednak przetrwała. – Rynkowi gracze liczyli na ciekawe oferty sprzedaży hoteli w atrakcyjnych miejscach, ale takich propozycji jest bardzo mało – twierdzi Katarzyna Tencza. – Wystawione na sprzedaż obiekty to najczęściej starsze budynki w mniejszych miastach lub na peryferiach, a grupa potencjalnych nabywców jest bardzo wąska.

Z kolei Jan Wróblewski uważa, że niewystarczająca pomoc państwa i fakt, że w ciągu czternastu miesięcy hotele mogły działać tylko pięć, sprawi, że wiele hoteli trafi na sprzedaż w końcówce roku. – Już teraz jest wiele ofert. Według publicznych deklaracji sam państwowy Polski Holding Hotelowy otrzymał w ostatnim roku kilkadziesiąt takich propozycji – zwraca uwagę.

Szara strefa

Zdaniem Jana Wróblewskiego nawet „normalne" wakacje nie pozwolą odrobić strat. – Generalnie hotelarze są rozczarowani rzekomym otwarciem branży. Wcześniej przedstawiciele rządu deklarowali, że otwieranie zamrożonej części gospodarki ma się odbywać zgodnie z kolejnością zamykania. Dlatego stanowczo oczekiwane jest otwarcie restauracji dla identyfikowanych gości, które mogłyby działać dłużej niż te „na mieście" – mówi. – Restauracje w hotelach powinny zostać otwarte w samym czasie co gastronomia zewnętrzna – dodaje.

Przedstawiciel spółki Zdrojowa Invest & Hotels przypomina badania niemieckiego Instytutu Kocha, z których wynika, że hotele nie są źródłem zagrożenia. – Limit do 50 proc. obłożenia jest nieuzasadniony i powinien być zniesiony – ocenia Jan Wróblewski. – Zaskakuje też zakaz prowadzenia usług spa & wellness w hotelach, skoro salony fryzjerskie i kosmetyczne są już otwarte. Uważamy, że te wszystkie ograniczenia są nieuzasadnione i niesprawiedliwe. Branża hotelarska jest i była w gotowości do otwarcia od początku pandemii, po wdrożeniu i przetestowaniu najwyższych procedur higieny i bezpieczeństwa w obiektach – podkreśla.

Popyt, jak mówi Jan Wróblewski, powoli się odbudowuje. – Jest zainteresowanie rezerwacjami, ale nie są to rozgrzane do czerwoności telefony – zastrzega. – Polska nawet po zapowiedzianym „luzowaniu" dalej pozostaje w gronie krajów z najbardziej restrykcyjnymi regulacjami dotyczącymi działania hoteli. Dlatego tak naprawdę od wielu miesięcy polscy hotelarze przegrywają z zagranicą i szarą strefą, która normalnie działa – podsumowuje.

Targi i konferencje

Według Katarzyny Tenczy niezmiernie pomocna dla sektora byłaby rzetelna, przejrzysta informacja dotycząca zasad i całościowego planu otwierania rynku hotelowego, o co od dawna apeluje branża. – Hotelom pomogłaby naturalnie rezygnacja z głębokich lockdownów. Hotelarze liczą też na to, że w niedługim czasie limit 50 proc. obłożenia zostanie zniesiony – komentuje ekspertka Walter Herz.

A Grzegorz Kaleta zwraca uwagę, że efekty alternatywnych scenariuszy trudno przewidzieć. – Tak zwany model szwedzki nie do końca się sprawdził, ale całkowite zamknięcie hoteli (oprócz wyjątków zapisanych w rozporządzeniu) podczas wiosennej fali z pewnością nie było dobrym pomysłem – ocenia. – Powinniśmy pozostawić możliwość rezerwacji noclegów dla wyjazdów służbowych, z ograniczeniem do osób dorosłych, co mogłoby zredukować problem potencjalnych „wyjazdów służbowych" całych rodzin. Takie zastrzeżenie, które regulowałoby rezerwację pokojów hotelowych dla osób niepełnoletnich, mogłoby mieć lepszy efekt niż całkowite zamknięcie biznesów. Warto dodać, że kraje zachodnie nie zdecydowały się całkowicie zamknąć hoteli.

Ekspert CBRE zwraca też uwagę na powiązaną z hotelarstwem branżę konferencyjno-targowo-eventową, która jest w wyjątkowo trudnej sytuacji. – A przecież oprócz turystów i dużych firm to właśnie ta branża miała istotny udział w obłożeniu hoteli, przychodów w F&B, wynajmie sal konferencyjnych – przypomina.