Wieś Siwianka położona jest na terenie gminy Kołbiel w powiecie otwockim. Od stolicy dzieli ją jakieś 50 kilometrów. W 1987 roku małżeństwo Marianna i Zygmunt W. sprzedało kilka działek rolnych, które później uzyskały status budowlanych.
Nowi właściciele postawili na nich domy, w których mieszkają do dziś. Do ich nieruchomości już w momencie transakcji prowadziła droga dojazdowa, szeroka na dwa metry. Obok biegnie druga prywatna droga, ale prowadzi tylko do części posesji.
Przez lata mieszkańcy korzystali z dróg bez problemów, choć w aktach notarialnych nie ma ani słowa o ich służebności. – Przed laty tak właśnie wyglądała większość umów – mówią urzędnicy z Kołbieli.
Od kilku tygodni właściciele działek mają jednak kłopoty. – Były właściciel naszych nieruchomości chce pieniędzy za drogę. Kazał nam zapłacić po 40 zł za mkw. Zagroził, że jeśli tego nie zrobimy, to zagrodzi nam drogę – opowiada Halina K. Dodaje, że jeśli miałaby ulec tym żądaniom, to za drogę musiałaby zapłacić aż cztery tysiące złotych, co dla niej i męża emeryta jest wielką kwotą.
Kobieta zauważa, że jeszcze niedawno działki w tym rejonie kosztowały 15 – 30 zł za mkw. Gminni urzędnicy przyznają tymczasem, że ziemia kosztuje tam dziś od 10 do nawet 100 zł za mkw.
Sam właściciel drogi Zygmunt W. mówi, że cena nieruchomości wciąż rośnie. — Właściciele domów przy mojej działce mogli ją wykupić wcześniej, ale tego nie zrobili, a teraz płaczą, że drogo. Oni by chcieli dostać ziemię za darmo, a to jest przecież moja własność — tłumaczy mężczyzna. Dodaje, że jego prawnik wyśle pisma do zainteresowanych. — I zobaczymy co będzie dalej. Jeśli trzeba będzie, to ogrodzę drogę — zapowiada, Zygmunt W. Mieszkańcy Siwianki pomocy szukali u Adama Budyty, wójta Kołbieli. Prosili, by to urząd wykupił sporną drogę, zwłaszcza że jest ona łącznikiem między dwoma ulicami, które należą do gminy.
– Nie możemy jej kupić, bo nie mamy pieniędzy na ten cel. Doradziłem mieszkańcom, by złożyli wniosek w sądzie o ustanowienie tzw. drogi koniecznej – mówi „Rz” wójt Budyta.
Na razie mieszkańcy nie złożyli wniosku do sądu. Liczą, że dojdą do porozumienia z właścicielem. – Mamy nadzieję, że nie zablokuje on przejazdu – mówią. Policja zapowiada, że jeśli do blokady dojdzie, będzie interweniować.
Prawnik Łukasz Jędrszuk ocenia, że mieszkańcy mają kilka możliwości rozwiązania problemu. – Mogą nie kupować nieruchomości i jak radzi im wójt, wystąpić do sądu o ustanowienie tzw. drogi koniecznej.
Mają szansę uzyskać korzystne dla siebie orzeczenie, bo jeżdżą tą drogą od lat – tłumaczy prawnik. Dodaje, że złożenie takiego wniosku kosztuje 200 zł. Jak zauważa, mieszkańcy mogą jednak dogadać się z właścicielem i zdecydować się na zakup drogi. – Ale wówczas warto by było przekazać ją później gminie, bo gdy działka będzie miała wielu właścicieli, to każdy z każdym musiałby podpisać umowę służebności drogi i płacić za jej użytkowanie. Po latach, gdy właścicieli będzie więcej, to i problemów może być więcej – uważa prawnik.
Adam Budyta zapowiedział, że gdy droga będzie miała uregulowany status prawny, to urząd ją przejmie. A to oznaczałoby koniec problemów dla mieszkańców.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki j.blikowska@rp.pl