Pod koniec ubiegłego roku deweloperzy mieli złote żniwa.

– Chętnych na mieszkanie nie brakowało, a tylko do końca 2012 r. działał program „Rodzina na swoim" i wiele osób chciało jeszcze z niego skorzystać – mówi Konrad Płochocki, zastępca dyrektora Polskiego Związku Film Deweloperskich. – Wystarczyło – dodaje – złożyć wniosek kredytowy do banku i dołączyć do niego umowę rezerwacyjną, by skorzystać z programu. Była to powszechna praktyka stosowana od lat.

Tymczasem teraz nagle okazuje się, że umowa rezerwacyjna to za mało. Niezbędna jest bowiem notarialna umowa deweloperska.

182 tys.

- kredytów mieszkaniowych udzielono w ramach programu "RnS"

– To jakiś absurd – komentuje Płochocki. – Czasu się nie da odwrócić. Nikt przecież nie podpisze u notariusza antydatowanej umowy.

Dla wielu osób może oznaczać to pożegnanie z wymarzonym mieszkaniem.

Całe to zamieszanie wywołała zaś interpretacja Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej z 14 stycznia 2013 r. w sprawie weryfikowania kryteriów uprawniających do stosowania dopłat do kredytu preferencyjnego. Wynika z niej, że umowa rezerwacyjna to za mało, by skorzystać z kredytu z dopłatą w ramach programu „Rodzina na swoim".

Tylko zobowiązująca

Autopromocja
FIRMA.RP.PL

Sprawdzona, pogłębiona i kompleksowa wiedza dla MŚP

CZYTAJ WIĘCEJ

– Banki to osoby prawne, które zatrudniają sztaby prawników i fachowców, dlatego powinny przewidzieć, że umowa rezerwacyjna nie może być podstawą do udzielenia kredytu w ramach programu „Rodzina na swoim" – tłumaczy Piotr Styczeń, wiceminister transportu i budownictwa. – Jest to – twierdzi – umowa nienazwana, nieuregulowana przez przepisy, ukształtowana jedynie przez praktykę rynkową. Na jej podstawie deweloper jedynie deklaruje, że przez pewien okres nie sprzeda mieszkania, i to wszystko.

26 tys. - wniosków kredytowych  w ramach programu „RnS" wpłynęło pod koniec 2012 r. i czeka teraz na rozpatrzenie w bankach

Jaka więc umowa jest tą właściwą? Według ministra Piotra Stycznia są to umowy cywilnoprawne zobowiązujące dewelopera do wybudowania mieszkania o określonej powierzchni, a jego nabywcę do zapłaty jego ceny (art. 389 kodeksu cywilnego). Może też to być umowa deweloperska zawierana na podstawie ustawy o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego.

Protest banków

Z takim postawieniem sprawy nie zgadza się Związek Banków Polskich.

– Wczoraj skierowaliśmy do Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki memorandum w tej sprawie – mówi Jerzy Bańka, wiceprezes tego związku. – Apelujemy w nim, żeby ministerstwo respektowało umowy rezerwacyjne.

Według Jerzego Bańki banki są teraz w bardzo trudniej sytuacji.

– Istnieje realne zagrożenie, że będą oddalać wnioski – tłumaczy. – Gdyby natomiast zdecydowały się na zawarcie umów kredytowych, to prawdopodobnie zdecydują się na aneksy tej treści, że w razie gdyby ta interpretacja ministerstwa się utrzymała, to kredyty z programu „Rodzina na swoim" zostaną przekształcone w zwykłe kredyty komercyjne.

Same banki są ostrożne i nie chcą się na razie wypowiadać. Według naszej wiedzy Pekao, Bank Pocztowy, Getin udzielają kredytów na podstawie umów rezerwacyjnych. Alior, Nordea wydają decyzje negatywne.

Wbrew intencji

W opinii Polskiego Związku Firm Deweloperskich interpretacja ministerstwa jest sprzeczna z celem ustawy o finansowym wsparciu rodzin i innych osób w nabywaniu własnego mieszkania (na jej podstawie stosuje się program „Rodzina na swoim").

– Ustawa mówi jedynie o odpowiedniej umowie zobowiązującej. Gdyby ustawodawca miał na myśli umowę zobowiązują z kodeksu cywilnego lub deweloperską, wymieniłby je wprost w tych przepisach – twierdzi Konrad Płochocki. – Naszym zdaniem umowa rezerwacyjna spełnia warunki uzyskania dopłat w programie „Rodzina na swoim".