Ponad miesiąc temu gminy otrzymały od regionalnych zarządów gospodarki wodnej (RZGW) cyfrowe mapy ryzyka i zagrożenia powodziowego.
– To, co te mapy zawierają, to absurd do kwadratu – ocenia Wiesław Bielawski, wiceprezydent Gdańska. Wynika z nich bowiem, że wodą od strony Bałtyku raz na 100 lat zagrożona jest cała Stocznia Gdańska, historyczna dzielnica Wolne Miasto, tereny postoczniowe, tzw. Młode Miasto, na którego terenie ostatnio wybudowano Europejskie Centrum Solidarności, a powstaje Muzeum II Wojny Światowej.
Nie lepiej jest w innych gminach nadbałtyckich, m.in. w Świnoujściu i Szczecinie. W Świnoujściu ponad 50 proc. powierzchni miasta wskazano na mapach jako tereny zagrożone powodzią.
Mają się nijak do rzeczywistości
Ma to kolosalne znaczenie. Prawo wodne przewiduje bowiem, że z chwilą przekazania map gminy mają obowiązek uwzględniać je w wydawanych warunkach zabudowy (budujący muszą je uzyskać na terenach pozbawionych miejscowych planów) oraz w swoich miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. Mają na to 30 miesięcy.
Zdaniem włodarzy gmin nadmorskich mapy nijak się mają do rzeczywistości.
– Mamy teraz wstrzymać rozwój stoczni oraz Młodego Miasta i zrezygnować z budowy muzeum, bo musimy uwzględnić mapy oparte na dziwacznej metodologii – dziwi się wiceprezydent Bielawski.
Gminy nadmorskie obawiają się, że mapy przeciwpowodziowe nie tylko zahamują ich rozwój, ale wręcz doprowadzą do bankructwa. Groziłyby im bowiem roszczenia odszkodowawcze ze strony właścicieli i użytkowników wieczystych nieruchomości położonych na trenie objętym mapami.
Gigantyczne koszty
Byłoby tak dlatego, że art. 36 ustawy o planowaniu umożliwia żądanie od gminy odszkodowania lub wykupu nieruchomości po wprowadzeniu zakazu zabudowy.
Dochodzenie roszczeń może być jednak problematyczne, bo plan miejscowy tylko odzwierciedli zakaz zabudowy, który obowiązywałby, nawet gdyby planu miejscowego nie uchwalono. Wszystko jednak pozostanie w rękach sądów.
We wtorek przedstawiciele gmin nadbałtyckich zastanawiali się, co zrobić z tym problemem.
– Na pewno zlecimy wykonanie ekspertyzy i będziemy się domagać skorygowania map – mówi wiceprezydent Bielawski.
Gdańsk, Szczecin i Świnoujście rozważają także skierowanie wniosku do Trybunału Konstytucyjnego. Ma to być kolejna deska ratunku.
Skąd ten problem
Obowiązek przygotowania map wynika z dyrektywy 2007/60/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 23 października 2007 r. w sprawie oceny ryzyka powodziowego i zarządzania nim oraz z prawa wodnego. Za ich opracowanie odpowiada prezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. Mapy zostały przygotowane dla obszarów, gdzie były dostępne dokładne dane przestrzenne. Sięgano też do informacji historycznych dotyczących powodzi.