Odszkodowanie za szkodę wynikającą z nienależytego wykonania umowy o roboty budowlane nie może być ustalane wyłącznie jako równowartość przewidywanych kosztów usunięcia wad. Tym bardziej, gdy naprawy nie zostały jeszcze przeprowadzone. Odszkodowanie nie może zaś prowadzić ani do wzbogacenia poszkodowanego, ani do nadmiernego obciążenia wykonawcy. To sedno uchwały poszerzonego, siedmioosobowego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego.

Czytaj więcej

Jak ustalać odszkodowanie za wady prac budowlanych? Będzie odpowiedź z SN

Jak ustalić wartość szkody?

Z pytaniem prawnym do SN zwrócił się Sąd Apelacyjny w Szczecinie, rozpoznający apelację pozwanej spółki budowlanej. Sąd okręgowy zasądził od niej – zgodnie z żądaniem inwestora – około 110 tys. zł odszkodowania za wadliwe wykonanie robót izolacyjnych ścian i podwalin budowanego obiektu. Powództwo zostało wniesione kilka lat po zakończeniu prac.

Pozwana spółka kwestionowała sposób ustalenia wartości szkody. Argumentowała, że szkoda oznacza zmianę w majątku poszkodowanego – zwiększenie pasywów albo zmniejszenie aktywów – natomiast samo wskazanie przewidywanych kosztów usunięcia wad, jeszcze nieponiesionych, nie stanowi dowodu jej istnienia. Podnosiła również, że powódka nie wykazała ani zwiększonych kosztów utrzymania budynku, ani wydatków na naprawę usterek.

Czytaj więcej:

Prawo w firmie Splajtował przez budowę, dostanie odszkodowanie - wyrok Sądu Najwyższego

Pro

Sąd Apelacyjny powziął wątpliwości, według jakich reguł należy ustalać wartość szkody. Wskazał, że w orzecznictwie i doktrynie funkcjonują dwie metody.

Pierwsza, tradycyjna, polega na porównaniu wartości danego składnika majątku przed zdarzeniem wywołującym szkodę i po nim.

Druga – tzw. metoda kosztorysowa – opiera się na ustaleniu przewidywanych kosztów naprawy rzeczy, czyli doprowadzenia jej do stanu zgodnego z umową, mimo że wydatki te nie zostały jeszcze poniesione. Rozwiązanie to jest często stosowane m.in. przy ustalaniu odszkodowań z OC komunikacyjnego.

Problem o dużej wadze

Trzyosobowy skład SN uznał, że znaczenie zagadnienia uzasadnia skierowanie pytania do składu siedmiu sędziów. Brzmiało ono:

– Czy odszkodowanie za szkodę, będącą skutkiem nienależytego wykonania umowy o roboty budowlane może być ustalone (w świetle art. 471 kodeksu cywilnego w zw. z art. 363 k.c. i z art. 361 § 2 k.c.) jako równowartość nieponiesionych przez wierzyciela kosztów czynności celowych dla usunięcia wad świadczenia wykonawcy, lecz niewykonanych w dacie zamknięcia rozprawy?

Czytaj więcej

Jeśli majster był nieuczciwy, to kupujący nie dostanie podwójnego zadatku

W uzasadnieniu pytania sędziowie wskazali, że choć wartość uszkodzenia zwykle odpowiada kosztom naprawy, nie zawsze możliwe jest przywrócenie stanu sprzed szkody albo byłoby to ekonomicznie nieuzasadnione. Nawet gdy naprawa jest możliwa, poszkodowany nie musi być zainteresowany jej wykonaniem.

Siedmioosobowy skład SN nie opowiedział się za metodą kosztorysową. Jak wyjaśnił w uzasadnieniu uchwały sędzia Adam Doliwa, punktem odniesienia powinno być porównanie majątku poszkodowanego przed powstaniem szkody i po jej wystąpieniu.

Zdaniem SN metoda kosztorysowa niesie ryzyko wzbogacenia poszkodowanego na podstawie nieprecyzyjnych szacunków dotyczących napraw, które być może nigdy nie zostaną wykonane. Tym bardziej, że same wady nie zawsze automatycznie obniżają wartość rzeczy.

Sygn. akt III CZP 25/25

Komentarz eksperta
Stefan Jacyno, adwokat, kancelaria Wardyński i Wspólnicy

Uchwała nie ułatwia dochodzenia odszkodowań od niesolidnych wykonawców. Nie mówi, jak ustalać wysokość szkody, lecz jedynie, jak tego nie robić. Jeden z prostszych sposobów wyliczenia należnej kwoty został wykluczony. Czyli każdorazowo trzeba wycenić wartość obiektu budowlanego z wadami i porównać z wartością obiektu wykonanego bez wad, by wiedzieć, o ile zamawiający stał się uboższy. Albo ile stracił, finansując usunięcie wad. Takie podejście jest zgodne z doktrynalnym pojęciem szkody. Uznano, że zasądzenie odszkodowania w oparciu o wycenę robót, których zamawiający być może w ogóle nie przeprowadzi, byłoby naruszeniem tych zasad. Czyli przy ocenie wysokości szkody należy opierać się na zdarzeniach, które już nastąpiły, a nie na przyszłych, niepewnych wydatkach. Jeżeli jednak inwestor zdecyduje się usunąć wady, będzie musiał najpierw samodzielnie sfinansować naprawy, a dopiero później dochodzić zwrotu poniesionych kosztów.