Liczba postępowań o odbieraniu nieruchomości wzrosła o 9 proc. do 119 442 wobec 2013 r., w tym w przypadku osób fizycznych o 7,4 proc. do 34 680 - wynika z danych urzędu statystycznego INE.
Zjawisko to nasiliło się w ostatnich 6 latach, gdy gospodarka Hiszpanii wpadała w recesję i wychodziła z niej, większość przypadków wynikała z zaciągnięcia kredytów hipotecznych w szczycie obrotu nieruchomościami w latach 2006-7, tuż przed załamaniem się tego rynku. Hiszpania ma jedne z najsurowszych przepisów dotyczących zobowiązań hipotecznych - ludzie muszą spłacać kredyty mimo przejęcia ich nieruchomości przez banki wierzycielskie - co jedynie zaostrza problemy rodzin w warunkach rosnącego bezrobocia. Obecnie ok.24 proc. Hiszpanów szuka pracy.
Usuwanie ludzi z mieszkań było jednym z najtragiczniejszych aspektów kryzysu, prowadząc do protestów i kampanii, których uczestnicy domagali się złagodzenia ciężarów paraliżujących swobodę ruchów i uproszczenia sposobów zdobywania dachu nad głową, zwłaszcza tam, gdzie deweloper zbankrutował, a jego domy stały puste. Eksmisje stały się też wiodącym tematem kampanii głównych partii politycznych przed wyborami powszechnymi pod koniec roku.
Rząd pod naciskiem społecznym wprowadził pewne tymczasowe ulgi, aby pozwolić najuboższym rodzinom uniknąć eksmisji, ostatnio przygotował projekt ustawy pozwalającej osobom fizycznym i firmom odpisywać długi, ale na bardzo surowych warunkach.