– Gorączka na rynku mieszkań trwa – komentuje Marcin Drogomirecki, ekspert portalu Morizon.pl. – Z najnowszej analizy naszego serwisu wynika, że ceny ofertowe w największych miastach wzrosły w ciągu ostatnich 12 miesięcy (sierpień 2020/sierpień 2021) średnio o 11,8 proc. Liderami zwyżek, co było widać w poprzednich miesiącach, nie są już aglomeracje – Warszawa, Kraków czy Wrocław. Fala podwyżek cen ofertowych przetacza się teraz przez mniejsze ośrodki – Lublin, Szczecin, Białystok.

Największe zwyżki – o 17,1 proc. r./r. – Morizon.pl odnotował w Lublinie. Średnia cena ofertowa mieszkań używanych wzrosła w tym mieście do niespełna 8,1 tys. zł za mkw. O 16,5 proc., do ponad 7,7 tys. zł za mkw., poszły w górę stawki wywoławcze za lokale w Szczecinie, o 15,2 proc., do ponad 7,2 tys. zł, w Białymstoku, a o 12,6 proc., do niemal 11,1 tys. zł za mkw. – w Krakowie. W Łodzi średnie ceny mieszkań używanych wzrosły w ciągu roku o 11,7 proc., do ponad 6,5 tys. zł, a w Warszawie – o 11,5 proc., do ponad 12,7 tys. zł za mkw.

W Gdańsku jest drożej niż rok temu o 10 proc. Właściciele wystawiają mieszkania po średnich cenach niemal 10,9 tys. zł za mkw. W Poznaniu przeciętne ceny mkw. lokali poszły w górę o 8,9 proc., do niemal 8,2 tys. zł, w Bydgoszczy o 7,8 proc., do niespełna 6,5 tys. zł, we Wrocławiu o 7 proc., do ponad 9,1 tys. zł.

– Duży popyt na mieszkania w całym kraju napędzają wciąż nisko oprocentowane i łatwo dostępne kredyty hipoteczne oraz przekonanie wielu klientów, że jeśli nie zdecydują się na zakup teraz, to taka szansa już się nie powtórzy, bo ceny będą tylko rosnąć – wyjaśnia Marcin Drogomirecki. – Jednocześnie wciąż kurczy się podaż nowych ofert. Właściciele mieszkań odkładają decyzję o ich sprzedaży, wierząc, że ceny jeszcze pójdą w górę. Podobnie postępują deweloperzy, którzy nie spieszą się ani ze zwiększaniem oferty, ani z oferowaniem rabatów. Klienci i tak kupują to, co jest, bo czują, że nie mają wyboru – ofert ubywa, ceny rosną. Testowanie możliwości klientów, czyli ich wytrzymałości na ból „cenowy", trwa.

O boomie mówi też Paweł Grabowski z trójmiejskiej agencji BIG Property. – Sprzedaje się absolutnie wszystko i to w bardzo wysokich cenach. Popyt przewyższa podaż, ceny nadal rosną. Klienci kupują niekoniecznie to, co chcą, lecz to, co oferuje rynek, bo obawiają się, że taniej w najbliższym czasie nie będzie – potwierdza. – Nawet na peryferiach mieszkania na rynku pierwotnym z terminem odbioru za dwa lata kosztują ponad 9 tys. zł za mkw. Ceny lokali w wielkiej płycie w centralnych dzielnicach coraz częściej przekraczają próg 12 tys. zł za mkw. Na razie nie ma żadnych sygnałów ograniczania w bankach akcji kredytowej, która znacząco przyczyniła się do wzrostu cen – dodaje.

Paweł Grabowski przewiduje, że niezwłocznie po podniesieniu stóp procentowych przez RPP rynek zacznie zwalniać. – W zależności od skali tych podwyżek odnotujemy co najmniej spadek dynamiki wzrostu cen lub zatrzymanie trendu rosnącego – ocenia.

Z kolei Jakub Chalimoniuk ze stołecznego oddziału Power Invest mówi o małej stabilizacji na rynku nieruchomości. – Wynika to przede wszystkim z wysokich cen ofertowych. Klienci wystawiają mieszkania drożej niż średnia rynkowa, licząc na maksymalizację zysków – zauważa. – Stąd dość duża różnica pomiędzy cenami ofertowymi a transakcyjnymi – w ostatnich trzech miesiącach dochodziła do 5 proc.

Dodaje, że w transakcjach dominują dwu-, trzypokojowe mieszkania od 45 do 70 mkw. oraz domy w zabudowie szeregowej – a to ze względu na dość atrakcyjną cenę w porównaniu z mieszkaniami deweloperskimi.