Z obserwacji lotniczych i satelitarnych wynika, że szczelina w ostatnich miesiącach rośnie. Grozi to oderwaniem masy lodu o powierzchni z grubsza równej powierzchni Zatoki Gdańskiej. Byłaby to jedna z dziesięciu największych odnotowanych gór lodowych w historii. Obecnie tylko kilkadziesiąt kilometrów lodu utrzymuje lodowiec w całości.

Lodowiec szelfowy Larsena składał się z trzech części nazywanych A, B i C. Larsen A (najmniejszy) rozpadł się w styczniu 1995 roku. Później, w lutym 2002 roku, niespodziewanie pękł Larsen B. Największy z nich, Larsen C, pozostaje od tego czasu pod pilną obserwacją. Ma co najmniej 350 metrów grubości.

W ubiegłym roku obserwacje naukowców brytyjskich potwierdziły jednak najgorsze podejrzenia - pęknięcie szybko się powiększa. W ostatnich tygodniach 2016 roku powiększyło się aż o 18 kilometrów. Ma szerokość blisko 100 metrów. Rozpadlina ma kilkaset metrów głębokości.

"Nie dysponujemy odpowiednimi zdjęciami Landsat, bo brakowało bezchmurnych dni, jednak połączyliśmy dane radarowe ESA Sentinel-1 i dostrzegliśmy powiększanie się rozpadliny" - mówi sieci BBC prof. Adrian Luckman z Uniwersytetu Swansea. "Moim zdaniem cielenie się jest nieuniknione. Byłbym zaskoczony, gdyby nie wydarzyło się w ciągu kilku miesięcy". Cieleniem się naukowcy nazywają podział lodowca, odłamywanie się jego fragmentów, w wyniku czego powstają góry lodowe.

Szczelina była widoczna od dziesięcioleci, w związku z tym naukowcy nie wiążą rozpadu Larsen C ze zjawiskiem globalnego ocieplenia klimatu. Ostrożnie mówią tylko, że ostatnie zmiany mogły nasilić zjawisko, które i tak wydarzyłoby się niezależnie od ocieplenia.

Najważniejsze jednak jest to, że rozpad lodowca prawdopodobnie sprawi, że jego reszta będzie mniej stabilna. Wielka góra lodowa - prawdopodobnie dzieląca się na mniejsze - będzie stanowiła nie tylko zagrożenie dla żeglugi. Konsekwencje mogą być poważniejsze - ostrzega prof. Luckman. Jeżeli woda, która obecnie jest uwięziona w Larsen C trafi do ocean, jego poziom podniesie się o 10 cm.