Długość 42 m, szerokość 7 m. Aktualnie pod francuską banderą. Nazwa: „La Boudeuse", cena - dwa miliony euro, tanio. Żaglowiec można oglądać w porcie Fort-de-France. Tak zakończyła się wielka naukowa ekspedycja.

Na fregacie o takiej nazwie francuski żeglarz i odkrywca Louis-Antoine de Bougainville wyruszył z polecenia króla Ludwika XV w rejs dookoła świata, w latach 1766 - 1769.

Nawiązując do tamtej słynnej wyprawy, w październiku 2009 roku, na polecenie francuskiego ministra ekologii współczesny trójmasztowiec „La Boudeuse" wypłynął z francuskiego portu Fecamp w badawczy rejs dookoła świata. Miał trwać dwa lata. Ekspedycji nadano nazwę „Terre-Ocean" (Ląd-Ocean). Żaglowcem dowodził kapitan Patrice Franceshi, żeglarz i pisarz. Miał go poprowadzić wzdłuż wybrzeży Ameryki Łacińskiej a potem przez Polinezję. Płynący żaglowcem naukowcy mieli prowadzić „badania humanistyczne dotyczące biosfery, globalnego ocieplenia klimatycznego, ochrony środowiska naturalnego i trwałego rozwoju regionów zacofanych".

Niestety, zapału, a raczej pieniędzy starczyło tylko na pokonanie Atlantyku i trasy wzdłuż wybrzeży Gujany Francuskiej do Caracas w Wenezueli. Planowanych badań ujścia rzeki Orinoku już nie zrealizowano. Stamtąd kapitan odprowadził „la Boudeuse" na francuskie Antyle, na Martynikę, do bazy francuskiej marynarki wojennej Fort de France.

Dlaczego? To proste: - Miesięcznie ekspedycja pochłania 50 000 euro. Mamy już 400 000 euro długu. Minister ekologii Jean-Louis Borloo obiecał nam w styczniu tego roku pieniądze, 500 000 euro. Dotychczas ich nie otrzymaliśmy. Dlatego nie stać nas w tej chwili na nic, pieniądze od prywatnych sponsorów są symboliczne, zwijamy żagle - wyjaśnia kapitan Patrice Franceschi.

Krzysztof Kowalski