W szkołach brakuje nauczycieli przedmiotów zawodowych, matematyków, fizyków i chemików. Zamiast uczyć, wolą podjąć pracę z wyższym wynagrodzeniem, np. w bankowości. Coraz więcej osób odchodzi też z zawodu nauczyciela ze względu na wiek. Ministerstwo Edukacji i Nauki przyznało to w ocenie skutków projektu nowelizacji prawa o szkolnictwie wyższym i nauce. Ustawa została uchwalona i właśnie wchodzi w życie. Ma zapobiegać kryzysowi kadrowemu w oświacie.

Rządzący postanowili złagodzić wymogi dla uczelni zawodowych, które kształcą kadrę pedagogiczną.

Czytaj więcej

Brakuje nauczycieli? To normalne we wrześniu. MEiN reaguje na pismo RPO

Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (tzw. ustawa Gowina) wprowadziło bowiem nowe wymagania w kształceniu nauczycieli – miało się ono odbywać wyłącznie na najlepszych uczelniach. Niżej oceniane szkoły nie mogły prowadzić takich studiów samodzielnie. Najpierw powinny zawrzeć porozumienie z uczelniami z wyższą oceną parametryczną.

Tyle że lepszym uczelniom (tym z uprawnieniami do prowadzenia szkół doktorskich) nie opłacał się taki patronat. Nie chciały też ręczyć za poziom kształcenia na innych uczelniach.

W pismach kierowanych do ministerstwa uczelnie zawodowe wskazywały więc na trudności w zawarciu porozumienia. Dlatego, by uczelnie nie traciły uprawnień do kształcenia nauczycieli, zasady są zmieniane.

Ułatwienia mają objąć najlepsze uczelnie zawodowe, tj. te, które kształcą przynajmniej 250 studentów, z czego minimum 100 na studiach stacjonarnych, a przynajmniej połowa nauczycieli akademickich jest zatrudniona w tych uczelniach jako w podstawowym miejscu pracy. Warunkiem będzie też prowadzenie studiów przynajmniej na pięciu kierunkach i brak oceny negatywnej każdego z tych kierunków w ciągu trzech lat akademickich poczynionej przez Polską Komisję Akredytacyjną. Uczelnia, która spełni te wymagania i zawiadomi o tym ministra, nie będzie musiała zawierać porozumienia, by kształcić przyszłych nauczycieli.

Zbliżone wymagania będą musiały spełnić uczelnie zawodowe, które zechcą używać nowej, nobilitującej nazwy „akademia nauk stosowanych". Dodatkowo będą musiały wykazać, że funkcjonują przynajmniej dziesięć lat. Zmiana nazwy nie będzie obligatoryjna. Ma ułatwić przyszłym studentom wybranie lepszej uczelni zawodowej.

Czytaj więcej

Więcej szkół wykształci nauczycieli - ułatwienia dla uczelni kształcących kadrę pedagogiczną
Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Ustawa przewiduje także niekorzystne rozwiązania dla ambitnych doktorantów. Stypendium doktoranckiego nie otrzyma doktorant pobierający wynagrodzenie w wysokości co najmniej 150 proc. stypendium doktoranckiego przysługującego mu, gdy podmiot prowadzący szkołę doktorską (np. uczelnię), w której kształci się doktorant, prowadzi projekt badawczy (np. ze środków europejskich).

Zgodnie z dotychczasowymi regulacjami każda osoba przyjęta do szkoły doktorskiej po 1 października 2019 r. otrzymywała stypendium: na początku 37 proc. wynagrodzenia profesora, czyli ponad 2,1 tys. netto, a po ocenie śródokresowej – w wysokości 57 proc. wynagrodzenia profesora, czyli ponad 3,2 tys. zł netto, w sumie maksymalnie przez cztery lata.

Zmiany nie obejmują doktorantów, którzy zostali zatrudnieni w związku z projektem projektu badawczego przed wejściem w życie ustawy.

Podstawa prawna: DzU z 6 września 2021 r., poz. 1630