Urodzony w 1927 roku Harry Belafonte był jednym z pierwszych czarnoskórych wykonawców, którzy zdobyli szerokie grono fanów zarówno jako aktor, jak i piosenkarz.
Był pierwszym Afroamerykaninem nagrodzonym Emmy i pomysłodawcą nagranego w 1985 roku utworu "We are the World".
Zagrał kilkanaście ról filmowych i nagrał ponad 20 płyt.
Wielu pamięta go z charakterystycznego przeboju "Banana Boat Song (Day-O)”.
W 1954 roku zagrał u boku Dorothy Dandridge w wyreżyserowanym przez Otto Premingera musicalu "Carmen Jones" (Czarna Carmen"), który był przełomem ze względu na czarnoskórą obsadę.
Film „Wyspa w słońcu” z 1957 roku został zakazany w kilku południowych miastach, gdzie właściciele kin byli zagrożeni przez Ku Klux Klan z powodu międzyrasowego romansu między Belafonte i Joan Fontaine, o jakim opowiadał film.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
W latach 60. ograniczył swoją karierę sceniczną, poświęcając się walce o prawa człowieka.
Był wzorem i uosobieniem celebryty-aktywisty. Nie tylko uczestniczył w marszach protestacyjnych i koncertach charytatywnych, ale pomagał w ich organizowaniu i pozyskiwaniu poparcia. Ściśle współpracował ze swoim przyjacielem i rówieśnikiem, wielebnym Martinem Lutherem Kingiem Jr., często interweniując w jego imieniu zarówno u polityków, jak i innych artystów oraz pomagając mu finansowo.
W filmie Spike'a Lee „BlacKkKlansman” z 2018 roku został trafnie obsadzony jako starszy mąż stanu, który uczy młodych aktywistów o przeszłości kraju.
Przyjaciel Belafonte, przywódca praw obywatelskich Andrew Young, zauważa, że Belafonte był rzadkim przypadkiem człowieka, który z wiekiem stawał się bardziej radykalny.
- Zawsze był zaangażowany i nieustępliwy, gotów przeciwstawić się segregacjonistom z Południa, liberałom z północy, miliarderom braciom Koch i pierwszemu czarnoskóremu prezydentowi kraju, Barackowi Obamie, którego Belafonte srofował, prosząc go o „trochę luzu” - mówił Young..
Harry Belafonte zmarł we wtorek z powodu zastoinowej niewydolności serca w swoim domu w Nowym Jorku, z żoną Pamelą u boku.