Najnowsza edycja utrzymana jest w logice premiery z sierpnia 1981: również wtedy The Rolling Stones postanowili złożyć nowy album z piosenek, które nie zmieściły się na wcześniejszych płytach. Całość promował jeden z najbardziej spektakularnych przebojów zespołu, czyli „Start Me Up", idealny do rozpoczynania koncertów.

– W przypadku płyty „Tattoo You", nie chodziło o to, że przestaliśmy pisać nowe rzeczy: to była kwestia czasu. Uzgodniliśmy jednak, że wyruszymy w trasę i chcieliśmy grać nową piosenkę – mówił Keith Richards.

Producent Chris Kimsey był innego zdania: fakt kompozytorskiej bezczynności liderów zespołu skwitował propozycją złożenia nowej płyty, z nagrań odłożonych do archiwum bez finałowego szlifu.

Czytaj więcej

„Młody Matczak”. Przebłyski w balangowej ciemni

Co ciekawe, „Start Me Up", utwór nagrany po raz pierwszy w czasie sesji „Some Girls" w 1978 r., z początku nie wywoływał entuzjazmu wśród muzyków. Tymczasem piosenka rozpoczęta charakterystycznym riffem Richardsa w trudnym dla rockowych zespołów czasie, wspięła się na drugie miejsce listy przebojów w Ameryce.

To był czas, kiedy Stonesi starali się z jednej strony zachować wierność rock and rollowi, a z drugiej flirtowali z disco. Dowodem był poprzedzający płytę „Tattoo You" album „Emotional Rescue" ze śpiewaną przez Jaggera falsetem kompozycją tytułową.

Być może Stonesi byli zaskoczeni efektem swojej pracy, ale „Tatto You" jest jedną z najlepszych płyt spośród tych niezaliczających się do złotej serii z przełomu lat 60. i 70. Wielkim przebojem stało się „Waiting on a Friend" zarejestrowane jeszcze z Mickiem Taylorem w 1973 r. Wtedy jednak brakowało dobrego tekstu. Ostatecznie Jagger napisał o sile przyjaźni, co podkreśla teledysk. Saksofonowe solo zagrał jazzowy gigant Sonny Rollins. Klasę trzyma „Slave", łączący bluesa i funky, gdzie chórki wykonał Pete Townshend z The Who, na organach zaś zagrał Billy Preston. I tu na saksofonie gra fenomenalnie Sonny Rollins.

Czytaj więcej

Pierwsze reality show The Beatles

Teraz zaś dostajemy osiem niepublikowanych wcześniej kompozycji. Oczywiście, nie są to utwory, które zmienią hierarchie w stonesowskim panteonie przebojów, jednak trzymają poziom. „Living in the Heart of Love" to piosenka w klasycznym stonesowskim, nonszalanckim stylu, w której zwraca uwagę krótki, ale soczysty pojedynek gitarowy Richardsa i Ronnie Wooda. „Fiji Jim" to świetne, żywiołowe nawiązanie do bluesowych korzeni zespołu.

Na płycie znalazły się też trzy covery – „Troubles A'Comin'" The Chi-Lites, „Shame, Shame, Shame" Jimmy'ego Reeda oraz hymniczny „Drift Away" Dobie Gray. Wszystkie są rockandrollowo-bluesową ucztą z harmonijkowymi popisami Jaggera, które potwierdzają wierność muzycznym korzeniom w czasie, gdy królowało disco. Na koniec otrzymaliśmy fortepianową balladę „Fast Talking, Slow Walking", która mogłaby być ozdobą każdej płyty Stonesów.