Oferty naciągaczy zalewają Polskę. „Króluje” Facebook

Internetowe ogłoszenia wyłudzające dane i pieniądze stały się zmorą mediów społecznościowych. Z najnowszych badań wynika, że nad Wisłą problem jest szczególny. Eksperci postulują przeprowadzenie audytu u big techów.

Publikacja: 10.07.2024 04:30

Oferty naciągaczy zalewają Polskę. „Króluje” Facebook

Foto: Adobe Stock

Ostatnie fałszywe posty o Rafale Brzosce, które pojawiły się na platformach społecznościowych należących do koncernu Meta (Facebook i Instagram) to tylko wierzchołek góry lodowej. Jak się okazuje, skala zjawiska zalewu tzw. scamem, a więc oszukańczych ogłoszeń, próbujących wykraść dane i pieniądze internautów jest porażająca. Firma Revolut przeprowadziła badania dotyczące problemu fraudów oraz naciągania i – jak wynika z analiz – użytkownicy social mediów w Polsce nie mogą spać spokojnie.

Meta „wylęgarnią oszustw”

Raport firmy Revolut wskazuje, że oszustwa zgłaszane przez jej klientów w naszym kraju to w aż 73 proc. przypadków scamy inicjowane właśnie w mediach społecznościowych. A to odsetek wyższy niż np. w Niemczech czy Francji (odpowiednio 68 i 69 proc.). Analizy pokazują poza tym, że największy problem tego typu występuje właśnie na platformach Mety. Nad Wisłą 68 proc. scamów pochodzi bowiem właśnie z tego źródła. To – wedle danych Revoluta – najgorszy wynik w Europie, nie licząc Węgier (71 proc.). Dla porównania, ów odsetek w Rumunii czy Hiszpanii sięga 56 proc., a we Francji – 52 proc.

Eksperci mówi o istnej pladze, a Revolut już zaapelował do rządów państw członkowskich Unii Europejskiej, gdzie działa jako licencjonowany europejski bank i świadczy usługi dla ponad 30 mln klientów, do zmiany podejścia do zwalczania plagi oszustw online, które w większości mają swój początek w social mediach.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Dlaczego media protestują?

– Banki nie mogą stanowić jedynej linii obrony przed autoryzowanymi oszustwami związanymi z płatnościami „push”. Nasze dane pokazują, że jest jeszcze wiele do zrobienia, zwłaszcza gdy platformy mediów społecznościowych, głównie Meta, pozostają wylęgarnią oszustw – przekonuje Woody Malouf, kierujący działem związanym z przestępstwami finansowymi w firmie Revolut.

Jego zdaniem, jeśli chce się kompleksowo zwalczać wyłudzenia, należy podjąć działania „na każdym etapie oszustwa”. – Stąd zwracamy się do UE o udzielenie pomocy big techom w skutecznym wykrywaniu oraz eliminowaniu oszukańczych treści u źródła, za pomocą adekwatnych narzędzi i mechanizmów – zaznacza.

Big techy potrzebują audytu

O podobne działania „pomocowe” dla platform apelują również rodzimi eksperci. Jak tłumaczy nam dr Leon Ciechanowski z Katedry Zarządzania w Społeczeństwie Sieciowym Akademii L. Koźmińskiego (ALK) i pracownik naukowy prestiżowego Massachusetts Institute of Technology, takie zjawisko będzie trudno ograniczyć bez otwarcia się big techów na zewnętrzne audyty. Choć konieczna jest też edukacja samych użytkowników tego typu platform.

Czytaj więcej

Z big techami da się walczyć. Czy dojdzie do pozwów zbiorowych nad Wisłą?

– Jako użytkownicy internetu musimy trenować umiejętności weryfikacji informacji, znajdowania ich źródeł i ich oceny. Badania pokazują, że nawet proste zatrzymanie się i refleksja nad prawdziwością danej informacji powoduje, że rzadziej udostępniamy te fałszywe, czyli w rezultacie zmniejszamy ich widoczność – twierdzi Ciechanowski. – Jednocześnie big techy, które są właścicielami mediów społecznościowych, a więc pośrednio są odpowiedzialne za obecność dezinformacji na swoich platformach, powinny być bardziej transparentne i otworzyć się na audyty z zewnątrz, czyli np. pozwalać na badania rozprzestrzeniania się dezinformacji w ich obrębie.

Jego zdaniem potrzebne są również inicjatywy płynące ze strony samych platform. – Chciałbym być świadkiem zwiększonej współpracy big techów z ustawodawcą, którego powinnością powinno być tworzenie prawa zmniejszającego ilość dezinformacji w przestrzeni publicznej – komentuje ekspert ALK.

Ale na to raczej nie ma co liczyć. Jak zauważa Leon Ciechanowski, walka z dezinformacją jest trudna, kosztowna i nie leży w bezpośrednim interesie korporacji tworzących media społecznościowe. Powód? Ich model biznesowy bazuje m.in. na ciągłym zwiększaniu zaangażowania użytkowników, a zatem zwiększaniu liczby ich komentarzy, reakcji, „klikalności”. – W tym celu wiadomości zawierające dezinformacje mogą wręcz pomagać we wzmaganiu zaangażowania użytkowników, ponieważ mogą ich irytować, smucić bądź rozśmieszać, czyli wywoływać silne emocje, a – jak dowodzą badania sieci społecznościowych – wywoływanie emocji istotnie zwiększa aktywność użytkowników – kontynuuje nasz rozmówca. I przekonuje, iż big techy same się nie uregulują w tej kwestii. – Należy im w tym pomóc – wskazuje nasz rozmówca.

Rafał Brzoska poszedł na wojnę z Facebookiem

W ubiegłym tygodniu głośno było o fałszywych informacjach na temat Rafała Brzoski, prezesa InPostu, oraz jego żony, które pojawiły się w serwisach Facebook i Instagram. Mimo interwencji poszkodowanych Meta nie usunęła fake newsów. Brzoska poszedł więc na wojnę z gigantem.

– Kroki prawne już podjąłem. Ja i moja żona wezwaliśmy Metę do przeprosin w związku z naruszeniem naszych dóbr osobistych, wpłaty konkretnych kwot na cele charytatywne i zaprzestania czerpania korzyści z przestępstwa. Jak widać, jest to ich modus operandi: wszelkie komentarze rasistowskie, antysemickie czy polityczne są natychmiast blokowane, ale gdy naruszana jest czyjaś godność, czyjś wizerunek osobisty, firma zasłania się regulaminem – mówił nam jeden z najbogatszych Polaków.

W koncernie Meta zapewniono nas, że tworzenie reklam, które w zwodniczy sposób wykorzystują osoby publiczne do oszukiwania innych, jest niezgodne z zasadami Facebooka czy Instagrama i są one usuwane po ich wykryciu. „To nie jest nowy problem” – napisała nam Meta w oświadczeniu i zapewniła, że posiada „wyspecjalizowane systemy do wykrywania tzw. clickbaitów z osobami publicznymi”.

– Inwestujemy w przeszkolone zespoły weryfikacyjne, dzielimy się wskazówkami na temat unikania oszustw i oferujemy narzędzia do zgłaszania potencjalnych naruszeń – informuje biuro prasowe Mety.

Ostatnie fałszywe posty o Rafale Brzosce, które pojawiły się na platformach społecznościowych należących do koncernu Meta (Facebook i Instagram) to tylko wierzchołek góry lodowej. Jak się okazuje, skala zjawiska zalewu tzw. scamem, a więc oszukańczych ogłoszeń, próbujących wykraść dane i pieniądze internautów jest porażająca. Firma Revolut przeprowadziła badania dotyczące problemu fraudów oraz naciągania i – jak wynika z analiz – użytkownicy social mediów w Polsce nie mogą spać spokojnie.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Media
Bruksela uznaje platformę porno za VLOP i… każe chronić nieletnich i ujawnić reklamy
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Media
Satelitarna telewizja do lamusa? Tak radzą sobie największe platformy w Polsce
Media
Nadużycia w Biełsacie? TVP zawiadamia prokuraturę. Romaszewska: ubeckie metody
Media
Z big techami da się walczyć. Czy dojdzie do pozwów zbiorowych nad Wisłą?
Media
Rafał Brzoska: Bez niezależnych mediów będziemy jeszcze bardziej podatni na fake newsy