Gość przyznał, że „Dywizjon 303” to jedna z jego ważniejszych produkcji, która chciałby, żeby na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości, miała szansę zaistnieć w ponad 20 krajach.
Stępień zaznaczył, że każda z jego produkcji jest finansowana wyłącznie w oparciu o niezależny, prywatny kapitał.
- Daje mi to jako producentowi duży poziom niezależności – mówił.
- Chcemy, aby film „Dywizjon 303” oddał rzeczywistość i zainteresował szerokiego widza. Chcemy, żeby oddawał to, co polscy lotnicy zrobili w ramach II wojny światowej – dodał.
Wyjaśnił, że film ma być produkcją koprodukowaną przez polski podmiot producencki, ale będzie to produkcja brytyjska.
- Od strony artystycznej, reżyser i główne gwiazdy filmowe, będą ze Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych – tłumaczył.
Stępień ma nadzieję, że w pionierski sposób uda mu się wdrożyć coś innowacyjnego dla polskiej kinematografii.
- Będziemy chcieli zaproponować film bardzo narodowościowy, oddający polskie realia, ale robiony poprzez twórców zagranicznych – mówił.
Gość chciałby, żeby rynek filmowy stał się z jedną opcji, gdzie inwestor będzie miał możliwość lokowania swojego kapitału w ramach inwestycji alternatywnych.
- Realizowanie produkcji filmowych może być bardzo korzystnym modelem inwestowania, bądź dywersyfikowania środków finansowych – ocenił.
Przypomniał, że ostatnie produkcje, które zrealizował, przynosiły w relatywnie krótkim horyzoncie czasowym (12-24 miesiące) stopy zwrotu na poziomie kilkudziesięciu procent.
- Czasem nawet powyżej 200 proc. w 18 miesięcy – zdradził.
Stępień podkreślił, że polski rynek filmowy wciąż tkwi w okresie gospodarki centralnie sterowanej.
- Niestety polskie instytucje administracyjne rozleniwiają polskich producentów. Dawanie pieniędzy, kiedy złotówka nie ma zadania zarabiać i nie trzeba się z niej rozliczać, powoduje, że polscy producenci nie patrzą na wynik finalny dzieła filmowego. Większość polskich artystów uważa, że te pieniądze rosną na drzewach, więc większość budżetów produkcyjnych jest bardzo wywindowana – tłumaczył.
- Moja produkcje są tańsze o kilkadziesiąt procent, niż produkcje konkurencji, dzięki czemu szybciej się zwracają. Inwestorzy, którzy raz zainwestują środki w nasze produkcje, relokują je ponownie. Tak samo będzie powstawał „Dywizjon 303”, „Pitbull”, czy „Grom” - dodał.
Gość wyjaśnił, że z punktu widzenia finansistów, do rynku filmowego i ryzyka, które tam występuje jest bardzo duża awersja.
- Strona filmowa musi zwiększyć transparentność. Ten rynek jest bardzo mało przejrzysty, nie wiadomo jak pieniądze są wydawane – mówił.
Dodał, że w Polsce nie ma zachęt podatkowych jak np. w Czechach.
- Jednak więcej jest do zrobienia po stronie filmowców i całego status quo, które jest w sferze kinematografii – podsumował.