Arcydzieło przyjechało z Palazzo Barberini w Rzymie. Mamy więc niezwykłą okazję gościć równocześnie dwa wspaniałe obrazy młodego Caravaggia, bo dwa tygodnie wcześniej z Florencji przybył do Warszawy „Chłopiec gryziony przez jaszczurkę”.

- Są to dwie niezależne ekspozycje – mówi „Rz” kurator obu dr Artur Badach. - „Narcyz” prezentowany jest w ramach wymiany z Palazzo Barberini w zamian za naszą „Dziewczynę w ramie obrazu” Rembrandta, która przed rokiem była pokazywana w Rzymie na czasowej wystawie, poświęconej interakcji między widzem i obrazem. Natomiast rozmowy na temat wystawy „Caravaggio i inni mistrzowie. Arcydzieła z kolekcji Roberta Longhiego”, z której pochodzi „Chłopiec gryziony przez jaszczurkę”, rozpoczęliśmy we Florencji prawie trzy lata temu, planując ten pokaz na luty 2021. Pandemia wymusiła zmianę terminu, więc spotkanie obydwu obrazów na Zamku to kwestia przypadku. Ale w ten sposób zyskujemy możliwość poznania twórczości Caravaggia w szerszym wymiarze.

„Narcyz przy źródle” to rzadkie w malarstwie przedstawienie popularnego mitu, a przy tym intrygująca, unikalna kompozycja, stworzona przez Caravaggia. Obraz powstał około 1600 r., a więc niewiele później niż „Chłopiec gryziony przez jaszczurkę” (1597).

Grecki mit o Narcyzie spisał w „Metamorfozach” rzymski poeta Owidiusz. A dziś mówimy o narcystycznej osobowości egoisty, który zakochał się w sobie. Ale warto wrócić do mitu, bo to cała historia. Po urodzinach Narcyza jego rodzice Liriope i Kefisos zwrócili się do Terezjasza, by przepowiedział przyszłość ich syna. Wieszcz tajemniczo powiedział, że będzie żył szczęśliwie, dopóki nie pozna swojego oblicza. Gdy Narcyz dorósł, stał się pięknym młodzieńcem, który złamał niejedno kobiece serce, m.in. nimfy Echo. Narcyz odtrącił jej zaloty, a wtedy zrozpaczona uciekła do lasu, gdzie stopniowo zaczęła zanikać, aż w końcu pozostał po niej tylko głos. Bogowie ukarali Narcyza, sprawiając że w czasie polowania zabłądził w lesie. W końcu zmęczony zatrzymał się przy źródle. Kiedy spragniony pochylił się nad wodą, ujrzał własny wizerunek i zakochał w swoim odbiciu. Zafascynowany tak długo się w niego wpatrywał, że zaczął tracić siły i wyczerpany umarł. Po śmierci został zamieniony w kwiat, noszący jego imię.

Na płótnie Caravaggia samotny młodzieniec (nie wiemy, kto był modelem) nachyla się nad gładką taflą wody, w której jak w lustrze widzi własną twarz. Wpatruje się w swoje odbicie, a lewą dłoń zanurza w wodzie, jakby usiłował dotknąć postaci, którą zobaczył. Tafla wody jest zarazem osią dzielącą obraz przez środek - na linii naszego wzroku. Kompozycja obrazu, przypominająca okrąg, zdaje się wciągać widza w świat Narcyza. Nic nie rozprasza naszej uwagi, bo tło jest ciemne, a ostre światło pada na twarz i postać chłopaka.

Narcyz ubrany jest w białą koszulę, by spotęgować plastyczny efekt rozświetlenia powierzchni. Ale kamizela, pewnie z aksamitu, którą nosi, nie była elementem męskiego ubioru w XVI-wiecznym Rzymie. Została najprawdopodobniej uszyta specjalnie do tej kompozycji. Roślinno-kwiatowy wzór na niej jest zapewne nawiązaniem do mitologicznej przemiany Narcyza w kwiat. 

„Narcyz” Caravaggia do początku XX wieku, gdy do Palazzo Barberini trafił jako dar prywatnego kolekcjonera, był dziełem prawie nieznanym. Wiemy tylko, że wkrótce po namalowaniu obrazu kupił go pochodzący z rodziny zajmującej się handlem Giovanni Battista Valdibella i zabrał do rodzimej Ligurii. Potem obraz zmieniał jeszcze kilkakrotnie właścicieli. W galerii Barberini w Rzymie należy do trzech arcydzieł Caravaggia, obok „Ścięcia Holofernesa przez Judytę” i przedstawienia Jana Chrzciciela.