Barwne życie Marii Callas wciąż fascynuje. Primadonna assoluta (takim tytułem w operowym świecie obdarzono w XX w. tylko ją) stała się bohaterką kilku filmów. Jej historię opisano w biografiach, próbując rozwikłać skomplikowane życie uczuciowe oraz tajemnicę ostatnich lat życia, gdy tak jak wcześniej inna gwiazda, Greta Garbo, odizolowała się od świata w paryskim mieszkaniu.

Przede wszystkim zaś nadal toczą się spory, czy w śpiewie i w interpretacjach Maria Callas była rzeczywiście bezkonkurencyjna. I choć od jej śmierci minie w tym roku 45 lat, do jej nagrań ciągle się wraca. Pozostała punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń śpiewaczek i operowych widzów.

Teraz stała się bohaterką powieści graficznej. Włoszka Vanna Vinci postanowiła opowiedzieć o niej przy pomocy komiksowych dymków i rysunków o dynamicznej kresce. Stworzyła historię niezwykle ekspresyjną, tak jak pełna ekspresji była jej bohaterka, choć wiele jej działań miało służyć przykryciu własnych lęków, wahań i porażek.

Czytaj więcej

Książę i Kopciuszek w Nowym Jorku

Nie jest to opowieść dla operowych fanów. Vanna Vinci relacjonuje przebieg jej kariery starannie, ale i dość pobieżnie. Ta zresztą została opisana już wielokrotnie ze szczegółami, choćby w wydanej też i u nas biografii Steliosa Galatopoulosa, który zebrał daty wszystkich jej występów i nagrań płytowych.

Autorka spojrzała na nią oczami kobiety XXI wieku. Nie stworzyła powieści feministycznej, niemniej jednak Vanna Vinci analizuje sytuację Marii Callas w świecie zdominowanym przez mężczyzn –przez męża, który stał się bezwzględnym impresariem, greckiego multimilionera Onasisa, dumnego z faktu, że słynna artystka została jego kochanką, a także przez licznych reżyserów. Ukształtowali ją artystycznie, ale ona szukała wśród nich przyjaciół, bo czuła się bardzo samotna.

Motywem przewodnim opowieści jest swoiste rozdwojenie bohaterki. Callas to wielka artystka, której niepowtarzalne kreacje podziwiał świat. A Maria to kobieta próbująca się samookreślić i w pełni wyrazić, ale nikt nie chciał jej słuchać. Nawet ostatni kochanek pojawił się głównie po to, by przy niej podtrzymywać własną dogasającą sławę.

Czytaj więcej

„La Boheme”. Miłość łatwiej wyśpiewać, niż zagrać

Szczególnie ciekawy jest ostatni rozdział powieści, w którym Maria Callas, krążąc wśród żywych, obserwuje, co stało się po jej śmierci. Były próby wykradzenia urny z prochami, spory o podział tego, co pozostało, aukcje, na których wyprzedawano wszystko – zdjęcia, zeszyty, klejnoty, nawet biustonosze i halki. Część cennych rzeczy zaginęła zresztą wcześniej.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Ostatecznie prochy Marii Callas rozsypano w morzu. Czy coś zatem zostało? Bohaterka powieści odpowiada na to w ostatnim komiksowym dymku: Tylko legenda.