Bohatera książki przedstawiać nie trzeba. Jacka Gmocha zna każdy, niezależnie od tego, czy interesuje się piłką nożną. Nie ma bowiem drugiego takiego trenera, którego traktuje się jak doświadczonego profesjonalistę, a jednocześnie jako barwnego oryginała ze skłonnością do kreślenia w pomeczowych studiach niezrozumiałych wykresów mających przedstawiać analizę boiskowych sytuacji.
Jednak przypomnijmy: selekcjoner reprezentacji Polski z lat 1976–1978 swą piłkarską karierę zaczynał podobnie jak Robert Lewandowski w Zniczu Pruszków, gdzie grał na pozycji środkowego obrońcy. Później przeszedł do Legii Warszawa, z którą zdobył mistrzostwo Polski w 1969 r. Po zakończeniu pracy z kadrą Polski zrobił karierę w Grecji, prowadząc z sukcesami tamtejsze kluby, m.in. Olympiakos Pireus oraz AEK Ateny. Do dziś traktowany jest w Grecji z szacunkiem i często proszony o komentarze, nie tylko w sprawach sportowych.
Jak to w wywiadach rzekach bywa, „Najlepszy trener na świecie" nie ma wyraźnego końca ani początku. Można się w książkę zanurzyć niezależnie od tego, czy otworzymy ją na stronie ósmej i pierwszym rozdziale, czy na stronie 226, gdzie Jacek Gmoch zaczyna opowiadać o karierze trenerskiej w lidze greckiej.
Na każdej stronie hojnie obdarowuje nas dowcipami, anegdotami i bon motami. Choćby takimi: „Dziś piłkarze mają spokojniejsze życie. Facebooki i Twittery powstrzymują agresywne zachowania" (o zaczepianiu zawodników na ulicy przez rozczarowanych fanów). „Grecy się śmieją, że nie mówię po ichniemu, tylko po gmochowsku". I jeszcze jedno. Jacek Gmoch opowiada o tym, jak wpadł przez przypadek na członków zespołu The Rolling Stones, a dziennikarze przeprowadzający rozmowę go dopytują: „Poznał pan Jaggera?" – na co trener odpowiada lekceważąco: „A bo ja pamiętam, jak ci krzykacze się nazywali?".
Jednak zaletą książki jest to, że nie jest wyłącznie anegdociarska. Z wielu opowieści możemy poznać tło społeczne rozgrywających się historii i wniknąć w piłkarski świat z czasów PRL. Trener urodził się w 1939 r. w Pruszkowie, więc dostajemy również barwną opowieść o pierwszych powojennych latach w podwarszawskiej miejscowości.
Arkadiusz Bartosiak i Łukasz Klinke nie zadają trudnych i niewygodnych pytań, ale też i bohater nie jest kontrowersyjną postacią, która musiałaby się tłumaczyć z przeszłości i dokonywanych przed laty życiowych wyborów.
Bardzo dobrze, że redaktorzy nie próbowali poprawiać polszczyzny Jacka Gmocha i dali nam zapis bliski temu, do czego przyzwyczaił nas trener w swych wypowiedziach telewizyjnych. Nie brakuje więc kolokwializmów, poprzekręcanych związków frazeologicznych i skrótów myślowych („Z piąchy walił w ucho tak mocno, że i cielak by nie ustał" – tak podsumowuje surowe wychowanie, jakiemu poddawał go ojciec).
„Najlepszy trener na świecie" to przyjemna, dowcipna oraz niezobowiązująca lektura, a przy tym bogato zilustrowana fotografiami sportowymi oraz tymi z życia prywatnego państwa Stefanii i Jacka Gmochów. Na rozładowanie stresu i otarcie łez po mundialowych występach Polaków jak znalazł.
Jacek Gmoch, Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke „Najlepszy trener na świecie", wyd. W.A.B., Warszawa 2018
PLUS MINUS
Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:
tel. 800 12 01 95