Nie jest to, wbrew pozorom, wyjątek z wojennej kroniki, lecz fragment fabularnego filmu „Miasto nieujarzmione". Nakręcono go w 1948 r. we Wrocławiu. Anioł zagłady w niemieckim mundurze to Stanisław Różewicz.
Zapiski zmarłego przed trzema laty reżysera odcyfrował uporządkował jego syn Paweł. Są one takie same jak filmy Różewicza: lakoniczne i starannie przemyślane. W odróżnieniu od wielu kolegów po fachu autor „Westerplatte" unikał patosu i nie uprawiał na ekranie doraźnej publicystyki. Z tego względu śmiem podejrzewać, że jego twórczość lepiej zniesie próbę czasu niż dzieła szkoły polskiej czy kina moralnego niepokoju.