fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Więdnie kariera „Kwiatka”

Krzysztof Kwiatkowski
Fotorzepa/Piotr Guzik
Kolejne stenogramy pogrążają Krzysztofa Kwiatkowskiego. Ale zachowanie organów ścigania też budzi zdziwienie.

To może być widowiskowy koniec najstaranniej zaplanowanej kariery w polskiej polityce. Krzysztof Kwiatkowski – zwany „Kwiatkiem" – miał ambicje sięgające urzędów premiera lub prezydenta. Dziś rozpoczyna walkę o uniewinnienie od zarzutów karnych.

Bomba wybuchła, gdy Prokuratura Apelacyjna w Katowicach skierowała do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu prezesa NIK. Okazało się, że Kwiatkowski został namierzony przez CBA, gdy kontaktował się z liderem PSL Janem Burym, którego interesy są pod lupą służby. Na podstawie podsłuchów prokuratura chce postawić Kwiatkowskiemu zarzuty wpływania na wyniki konkursów na wicedyrektora delegatury NIK w Rzeszowie oraz szefa delegatury w Łodzi.

Rzeczywiście, fragmenty nagranych rozmów Kwiatkowskiego wyglądają na ustawianie konkursu w Rzeszowie pod kandydata związanego z Burym („Ty sobie szykuj kandydata na wicedyrektora – mówił Kwiatkowski do Burego przed konkursem, a po rozstrzygnięciu Bury napisał do niego esemesa: „Panie prezesie, jak donoszą, zadanie wykonane"). To tym bardziej bulwersujące, że Bury wysyłał swego człowieka do NIK, by wpływał na wyniki kontroli niekorzystnych dla ludzi PSL.

Obciążające są także inne fragmenty rozmów Kwiatkowskiego ujawnione przez Radio Zet. Wynika z nich, że omijając procedury, prezes zatrudniał w NIK kandydatów pochodzących z nadania współpracowniczek Ewy Kopacz. Podczas rozmowy z Jolantą Gruszką, ówczesna szefową gabinetu Kopacz, Kwiatkowski informuje ją, że stanowisko wiceszefa departamentu środowiska NIK obejmie jej protegowany. „Ten dżentelmen wszystko ci zawdzięcza, bo szczerze mówiąc najsłabiej wypadł" – mówił szef NIK.

Kwiatkowski do tej pory nie odniósł się do tych zarzutów publicznie. Wydał jedynie oświadczenie, w którym napisał: „Nowi dyrektorzy i wicedyrektorzy delegatur i departamentów NIK zwyciężyli w konkursach przeprowadzonych zgodnie z ustawą i wewnętrzną procedurą".

Z rozmów w jego otoczeniu wiemy, jaka jest wersja prezesa NIK. Kwiatkowski rozumie, że w rozmowach z Burym przeszarżował. Prezes NIK przekonuje jednak w prywatnych rozmowach, że w sprawie konkursu na Podkarpaciu nakłaniał wielu ludzi do startu. – Jeśli CBA nagrywało wszystkie rozmowy, to jest to do sprawdzenia – twierdzi jeden z naszych rozmówców. – Chodziło o to, żeby do NIK ściągać nowych ludzi. Wcześniej średni wiek dyrektorów zbliżał się do 60.

Podobnie napisał Kwiatkowski w oświadczeniu: „Średnia wieku nowej kadry dyrektorskiej obniżyła się z 57 lat przed rozpoczęciem konkursów do 49 lat po ich zakończeniu".

Jeśli chodzi o Łódź, Kwiatkowski nie kryje, że zależało mu na zwycięstwie Przemysława Szewczyka. Łódzka delegatura NIK trawiona była wojną frakcji i Kwiatkowski uznał, że tylko nowy człowiek z centrali NIK może położyć temu kres. Na korzyść Szewczyka mają świadczyć głośne kontrole przeprowadzone pod jego kierownictwem, w tym dotyczące wyrzucenia w błoto milionów złotych na zbędne ekrany akustyczne wzdłuż nowych dróg i autostrad, a także ujawniające nieprawidłowości w łódzkim oddziale GDDKiA (NIK domaga się odwołania jego szefowej).

Jak Kwiatkowski broni się w sprawie protegowanego Gruszki? To wszak historia, która stoi w jawnej sprzeczności z jego oświadczeniem, że „wybrani zostali najlepsi". Według naszych informacji prezes twierdzi, że pozostała dwójka kandydatów nie spełniała kryteriów formalnych.

Dwuznaczna w tej sprawie jest rola prokuratury. Prawo zobowiązuje organy ścigania do „niezwłocznego" postawienia zarzutyów po otrzymaniu materiałów mających świadczyć o przestępstwie. Tymczasem ujawnione podsłuchy Kwiatkowskiego pochodzą sprzed dwóch lat. Oznacza to, że prezes NIK – najważniejszej władzy kontrolnej w kraju – był podsłuchiwany przez kilka lat z powodu zagrożonego relatywnie niewielką karą przestępstwa urzędniczego (przekroczenie uprawnień – art. 231 k.k.), podczas gdy w tym czasie prowadził kluczowe dla państwa kontrole.

Nie zmienia to faktu, że Kwiatkowski z własnej winy wpadł w kolosalne kłopoty. Nawet jeśli prokuratura nie skieruje przeciw niemu aktu oskarżenia albo też nawet jeśli Kwiatkowski zostanie uniewinniony przed sądem, to już jest przegrany. Sprawa będzie się ciągnęła przez lata, a jej akta staną się kopalnią niechlubnych dla niego faktów. Starannie pielęgnowana kariera „Kwiatka" więdnie na naszych oczach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA