Reklama

The Whitest Boy Alive w Fabryce Trzciny

Niektórzy mówią o The Whitest Boy Alive, że to zespół grający muzykę taneczną. Nie do końca tak jest. Oczywiście tańczyć się też przy tym da, ale to głównie znakomite piosenki do słuchania. Przekonać będzie się można o tym już w czwartek w Fabryce Trzciny

Publikacja: 21.09.2010 20:04

The Whitest Boy Alive – to ciekawa kapela, która powstała w 2003 roku w Berlinie. Z pomysłem wyszedł

The Whitest Boy Alive – to ciekawa kapela, która powstała w 2003 roku w Berlinie. Z pomysłem wyszedł norweski gitarzysta i wokalista Erlenda Oye – znany wcześniej z występów w noefolkowym duecie Kings of Convenience

Foto: Materiały Promocyjne

Jest coś nieodparcie wciągającego w tej muzyce. To na pewno pewna transowość, powtarzalność motywów. Kompozycje nie mienią się feerią dziwnych rozwiązań, nie znajdziemy w nich zmieniających się co chwila form, karkołomnie połamanych rytmów czy dziwacznych, skomplikowanych melodii. Wszystko sączy się dość powoli, w umiarkowanym tempie, gitary grają swoje nieskomplikowane dźwięki i akordy, gdzieś w tle pojawiają się elektroniczne plamy i melodyjki. Jest miękko, spokojnie, trochę melancholijnie, przyjemnie...

[wyimek] [link=http://blog.rp.pl/zkulturanaty/2010/09/03/z-kultura-na-ty/]Z kulturą na Ty - Poleć swoje wydarzenie kulturalne! [/link][/wyimek]

Choć trzeba przyznać, że czasami muzycy potrafią też zagrać nieco szybciej, dynamiczniej, do tańca wręcz, np. w takim „Harder, Better, Faster, Stronger” czy „High On The Heels”.

O owym nieco sennym, ale jednocześnie hipnotyzującym charakterze ich muzyki decyduje chyba najbardziej głos Erlenda Oye.

Wokalista nie dysponuje ani wielką skalą, ani szczególnymi umiejętnościami interpretacyjnymi, dynamiką i energią. Powiedzmy sobie szczerze: nawet barwa jego głosu wydaje się jakaś szara. Ale nie sposób oderwać się od tego, jak śpiewa. Ale tak czasami jest – np. Jose Gonzales czy Leonard Cohen też mruczą pod nosem swoje piosenki, a można tego słuchać godzinami.

Reklama
Reklama

Ta ciekawa kapela powstała w 2003 roku w Berlinie. Z pomysłem wyszedł norweski gitarzysta i wokalista Erlend Oye – znany wcześniej z występów w neofolkowym duecie Kings of Convenience – który zainteresował wspólnym graniem Marcina Oza, pochodzącego z Polski basistę, który pracował jako didżej w berlińskim klubie WFM. Do nich dołączyli dwaj Niemcy: perkusista Sebastian Maschat oraz multiinstrumentalista Daniel Nentwig. Zadebiutowali trzy lata później albumem „Dreams”, a rok temu wydali kolejny pod tytułem „Rules”.

Zwykle ci muzycy grają w małych, kameralnych klubach, by mieć lepszy kontakt z publicznością. I udaje im się to chyba, bo członkowie The Whitest Boy Alive zyskali sławę znakomitej grupy koncertowej.

[i]The Whitest Boy Alive, Fabryka Trzciny, ul. Otwocka 14, bilety: 70 zł, rezerwacje: tel. 22 818 60 39, czwartek (23.09), godz. 20 [/i]

Jest coś nieodparcie wciągającego w tej muzyce. To na pewno pewna transowość, powtarzalność motywów. Kompozycje nie mienią się feerią dziwnych rozwiązań, nie znajdziemy w nich zmieniających się co chwila form, karkołomnie połamanych rytmów czy dziwacznych, skomplikowanych melodii. Wszystko sączy się dość powoli, w umiarkowanym tempie, gitary grają swoje nieskomplikowane dźwięki i akordy, gdzieś w tle pojawiają się elektroniczne plamy i melodyjki. Jest miękko, spokojnie, trochę melancholijnie, przyjemnie...

Reklama
plakat
Andrzej Pągowski: Trzeba być wielkim miłośnikiem filmu, żeby strzelić sobie tatuaż z plakatem do „Misia”
Materiał Promocyjny
Sieci kampusowe – łączność skrojona dla firm
Patronat Rzeczpospolitej
Warszawa Singera – święto kultury żydowskiej już za chwilę
Kultura
Kultura przełamuje stereotypy i buduje trwałe relacje
Kultura
Festiwal Warszawa Singera, czyli dlaczego Hollywood nie jest dzielnicą stolicy
Materiał Promocyjny
Bieszczady to region, który wciąż zachowuje aurę dzikości i tajemniczości
Kultura
Tajemniczy Pietras oszukał nowojorską Metropolitan na 15 mln dolarów
Materiał Promocyjny
Jak sfinansować rozwój w branży rolno-spożywczej?
Reklama
Reklama