Kto lubi łagodne brzmienie saksofonu i jazz głównego nurtu nie może przegapić występu dwukrotnego zdobywcy nagrody Grammy Erniego Wattsa. Saksofonista wystąpi ze swoim europejskim kwartetem grając standardy i własne kompozycje. Wcześniej słyszeliśmy go m.in. z grupą Charliego Hadena Quartet West.
To z Hadenem zdobył światowy rozgłos, choć w USA był cenionym sidemanem już dużo wcześniej. Razem nagrali urokliwe albumy: „Always Say Goodbye" powstały z miłości obu gentelmanów do starych amerykańskich filmów kryminalnych i „The Art of the Song" w hołdzie nieśmiertelnym piosenkom i wspaniałym interpretacjom Shirley Horn i Billa Hendersona.
Watts zaczął grać na saksofonie w wieku 13 lat. Po prostu zapisał się na szkolne zajęcia z muzyki i po pierwszych wrócił do domu z saksofonem. Zaczął ćwiczyć zapamiętale i szybko robił postępy. - Nikt nie musiał zachęcać mnie do ćwiczeń - wspomina artysta. Zdobył stypendium Wilmington Music School i zaczął studiować muzykę klasyczną. W nagrodę matka kupiła mu gramofon i kartę klubu płytowego. Pierwszym albumem, jaki położył na talerz gramofonu był „Kind of Blue" Milesa Davisa. - Kiedy pierwszy raz usłyszałem Johna Coltrane'a, byłem porażony, jakbym włożył rękę w gniazdo elektryczne - twierdzi Watts.
Od tamtego momentu zaczął uczyć się jazzowych solówek Coltrane'a ze słuchu, gromadził wszystkie jego płyty. Pierwszy jazzowy angaż przyszedł z big-bandu Buddy'ego Richa. Z nim objechał pół świata. Później szlifował swój indywidualny styl w orkiestrach Geralda Wilsona i Olivera Nelsona. Z Nelsonem odbył tournée po Afryce. Przez dwadzieścia lat występował w popularnym The Tonight Show grając u boku Doca Severinsena. Nie przeszkodziło mu to nagrać solówek na dwa albumy soulowego wokalisty Marvina Gayea. Jego saksofon słychać także na ścieżce dźwiękowej filmu „Grease", a klarnet w „Kolorze purpury". Dzięki niezwykle ciepłemu brzmieniu stał się wziętym sidemanem.
Ten charakterystyczny ton jego instrumentu polubili muzycy grupy Steely Dan, do studia zaprosiła go Aretha Franklin. Przełomem w jego karierze był jednak udział w grupie Pat Metheny's Special Quartet, gdzie spotkał Charliego Hadena. Razem założyli Quartet West nagrywając cenione przez jazzfanów albumy. Ernie Watts nie zapominał o własnych płytach. Znaczące w jego dyskografii są te wydane przez japońską wytwórnię JVC Music: „Unity" i „Classic Moods" z lat 90. Na okładce tej pierwszej sportretował się ze swoim ulubionym instrumentem - czarnym saksofonem tenorowym firmy Julius Keilwerth.
W 2000 r. założył własną wytwórnię Flying Dolphin Records. Wydany w niej album „Analog Man" zdobył Independent Music Award 2008 w kategorii najlepszego albumu jazzowego. Jest dobrym duchem nagrań studyjnych. Jego saksofon słychać na płycie „Dedicated To You" Kurta Ellinga, która zdobyła nagrodę Grammy.
Swoją grę traktuje jak podróż. - Widzę muzykę jako wspólną więź łączącą ludzi w pokoju i harmonii. Wszystko ma swoją wibrację, a energia mojej muzyki wpływa na poczucie wspólnoty. Wierzę, że to Bóg śpiewa przeze mnie emanując dobrą energię - mówi Watts.
Taka muzyka może wywołać tylko pozytywne reakcje publiczności na Rynku Starego Miasta. Początek sobotniego koncertu o 19:00.