Rz: To prawda, że
początkowo miało być rosyjskim westernem?
"Długie i szczęśliwe życie"
Rz: To prawda, że
początkowo miało być rosyjskim westernem?
Borys Chlebnikow:
Tak, obejrzałem „W samo południe" Freda Zinnemanna i pomyślałem: „Dlaczego by nie zrobić rosyjskiej wersji tego filmu?" Facet idący samotnie przez opustoszałą wieś, opuszczony przez wszystkich, w pojedynkę stawiający czoła wrogom... Taki obrazek pobudza wyobraźnię. Mój stały współscenarzysta Aleksander Rodionow podchwycił ten pomysł. Razem wyprawiliśmy się na rosyjską wieś. Spędziliśmy w podróży około dwóch miesięcy, rozmawialiśmy z rolnikami, którzy opowiadali nam o swoim życiu i swoich dramatach. No i okazało się, że z westernu nici. Nasz pomysł legł w gruzach, wszystko podryfowało w zupełnie innym kierunku.
Borys Chlebnikow - sylwetka reżysera
Koncepcja jedynego sprawiedliwego nie sprawdziła się?
Rosja nie jest krajem dla kowbojów. W westernach jest wyraźny podział na dobro i zło. My zetknęliśmy się ze światem, w którym wszystko miesza się jak w tyglu. Nic nie jest czarno-białe, dominują różne odcienie szarości. Rosjanie nikomu dzisiaj nie wierzą. Nie ufają rządowi, organom bezpieczeństwa, policji. Nasz świat jest rozchwiany. Nie mamy wyrazistych kompasów moralnych i autorytetów, nie mamy już nawet jasno ustawionej hierarchii wartości. To jeden z powodów, dla których bardzo trudno znaleźć tę potrzebną w westernie biel — pozytywnego, nieskalanego i bezkompromisowego bohatera. Rosyjscy kowboje nie odjeżdżają dumnie w prerię, w nieznane. Spalają się. Przychodzi moment, gdy wylewa się z nich gorycz, wybuchają bunt, gniew, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Wtedy mogą stać się nieobliczalni jak Sasza z „Długiego i szczęśliwgo życia".
Bohaterem pana filmu jest też przyroda. Surowa, bezlitosna.
Najpierw chcieliśmy robić zdjęcia gdzieś w środkowej Rosji, ale potem postanowiliśmy poszukać bardziej wyrazistych krajobrazów. W okolicach Murmańska, w północno-zachodniej Rosji, znaleźliśmy dziką, nieokiełznaną krainę. Pracowaliśmy w małej wiosce Umbra. Tam, 2 tysiące kilometrów od Moskwy, znaleźliśmy opuszczone, zarośnięte krzakami gospodarstwa. Nie musieliśmy budować dekoracji. Wśród takiej surowej natury szczególnie ważna staje ludzka solidarność.
A tymczasem pan zrobił film o zdradzie. Sasza chce walczyć ze skorumpowaną władzą i poświęcić się dla ludzi ze wsi, ale to właśnie przez nich zostaje opuszczony.
Kiedy mój operator Paweł Kostomarow po raz pierwszy obejrzał podmontowane materiały, powiedział mi: „Chciałeś na początku zrobić western, a nakręciliśmy film samurajski". I coś w tym jest. To w japońskich dramatach pojawia się często motyw zdrady, szaleństwa, zemsty.
W rosyjskim kinie jest dziś cała fala filmów pokazujących rozkład, degrengoladę moralną i zbrodnie, jakie zdarzają się na prowincji. Te obrazy, które oglądamy w filmach pana czy Sergieja Łoźnicy nie są drastycznie przerysowane?
W Rosji można znaleźć zamożną prowincję, ale wciąż więcej jest wsi umierających, których mieszkańcy nie mają pracy i nie są w stanie godnie żyć. Starzy ludzie wegetują tam poniżej granicy nędzy, młodsi starają się uciec i zaczepić w mieście. Ta bieda jest szczególnie widoczna i dotkliwa w czasach, w których elita finansowa społeczeństwa żyje w ogromnym bogactwie. Mówi pani: „degrengolada moralna". Nędza rodzi brak hamulców, zmienia perspektywę. Zwłaszcza w sytuacji, gdy runęły stare zasady, a te nowe pogłębiają nierówności. Ludzi, którzy nie są w stanie złapać wiatru w żagle, spychają w kompletną otchłań.
Sergiej Łoźnica, Aleksiej Popogrebski, Aleksiej German Junior, Kirył Sieriebriennikow, Iwan Wyrypajew, pan... Czujecie się grupą, która odświeżyła rosyjskie kino?
„Grupy" tworzą się po wielkich wydarzeniach i wstrząsach historycznych, gdy ludzi łączy ta sama idea. Polska szkoła filmowa powstała na przełomie lat 50. i 60., gdy wasz kraj rozliczał się z wojną i nową władzą. W Rosji kino wybuchło po śmierci Stalina. My lubimy się i spotykamy, ale każdy z nas jest inny.
Łączy was gorzka refleksja na temat społeczeństwa, które nie potrafiło wyzbyć się komunistycznej mentalności i w nowych czasach zagubiło się.
Takie jest nasze generacyjne doświadczenie. Nie zamykamy się w wieżach z kości słoniowej, żyjemy wśród ludzi, z otwartymi oczami. A jednak uparcie twierdzę, że to za mało, żeby stworzyć szkołę. Mamy czasy atomizacji.
W waszych filmach nie ma nadziei. Z „Długiego i szczęśliwego życia" też widz wychodzi całkowicie zgruchowany.
Nie zgadzam się z panią. To prawda, że mój bohater przegrywa. Ale ważne jest to, że walczy do końca, że buntuje się i chce zmieniać świat.
Borys Chlebnikow
Rocznik 1972. Jeden z tych reżyserów, którzy ostatnio tchnęli życie w rosyjskie kino. Urodził się w Moskwie. Studiował biologię, potem scenariopisarstwo i krytykę filmową w moskiewskiej szkole filmowej. Zadebiutował razem z Aleksiejem Popogrebskim filmem „Koktebel" (1994). „Długie i szczęśliwe życie" jest zamknięciem jego trylogii o nieuchronności losu, na którą złożyły się też: „Dryfowanie" (2006) oraz „Zwariowana pomoc" (2009).
Cieszyła się ogromną sympatią widzów. Zagrała setki ról w teatrze, a przede wszystkim w filmach i serialach, któ...
Zmarła Bożena Dykiel – aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna, jedna z najbardziej charakterystycznych postaci...
Mural Tytusa Brzozowskiego i seria zwycięskich konkursowych plakatów uświetnia obchody 70-lecia Totalizatora Spo...
Pierwsza edycja międzynarodowego festiwalu audiowizualnego w Warszawie.