Z Donaldem Trumpem do końca nic nie jest pewne. W ostatnich czterech miesiącach zapowiadał on już wprowadzenie ceł na towary sprowadzane przez Amerykanów ze zjednoczonej Europy w wysokości 10, 20, 25, 30 i 50 proc. Dopóki więc nie zostanie podpisane porozumienie między obiema potęgami, wszystko może się jeszcze zmienić.
Ale też sporo wskazuje na to, że ogłoszenie porozumienia jest kwestią kilkudziesięciu godzin. W środę przedstawiciele Komisji Europejskiej, która prowadzi negocjacje w imieniu Unii Europejskiej, przedstawili ambasadorom krajów UE zarys porozumienia. Miałoby ono polegać na zaakceptowaniu przez Unię 15-proc. ceł na wszystkie towary (z ulgami na nieliczne produkty, jak leki czy niektóre towary rolne) oraz utrzymaniu wyższych opłat na pojedyncze pozycje, jak stal. Co znaczące, Bruksela nie wprowadziłaby w odpowiedzi żadnych środków ochronnych. Wbrew przyjętym zwyczajom, umowa w rażący sposób byłaby więc korzystniejsza dla jednej ze stron: Stanów Zjednoczonych.