Na YouTube można zobaczyć jak interpretuje pan Led Zeppelin i trudno uwierzyć, że kończy pan 60 lat.

Jacek Kawalec: Cyferki nie kłamią. Mój pesel zaczyna się od 61, więc właśnie pod koniec września stuknie mi 60-tka. Za pięć lat ustawowy wiek emerytalny, ale mój wzór emeryta, to chyba Mick Jagger.

Znamy pana z kina, telewizji, ale czym się pan teraz głównie zajmuje?

„Śpiewam, tańczę, recytuję…”. Zamieniam spożyte kalorie na energię płynącą ze sceny i ekranu do ludzi.

Skąd się wzięła pana muzyczna pasja? Zresztą typowa dla aktorów, bo wiele gwiazd chce być gwiazdami rocka…

Była we mnie od dziecka. Chodziłem do szkoły muzycznej, śpiewałem w chórze jako licealista, zaraz po studiach aktorskich byłem wokalistą kapeli Mercedes.

Na początku lat 90-tych nagrałem płytę „Be My Love” z rockowymi interpretacjami sonetów Szekspira w oryginalnej wersji językowej. Telewizyjne widowisko muzyczne z kilkoma utworami z tej płyty było nominowane do nagrody na międzynarodowym festiwalu Róże Montreux w Szwajcarii. W ostatnich latach po prostu intensywniej wróciłem do śpiewania.

Zrezygnował pan z teatru?

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

Oczywiście nie! Choć od ponad 20 lat jestem "wolnym strzelcem" bez etatu w teatrze, to wciąż, o ile COVID akurat nie wchodzi w paradę, grywam po kilkaset spektakli rocznie na wielu różnych scenach w Polsce i nie tylko w Polsce.

Czego można się spodziewać na jubileuszowym koncercie?

Wrócę do prawdziwej muzyki rockowej. W towarzystwie kilkunastu znakomitych muzyków, bez żadnej ściemy i na żywo, ekstremalnie różnymi głosami zaśpiewam największe hity Joe Cockera, Led zeppelin, Stinga, Niemena, Stonesów i wielu innych, a także kilka numerów autorskich. To będzie wokalna kaskaderka, czyli materiał z moich trzech projektów koncertowych.

Jakie ma pan jeszcze plany?

Planuję zagrać około miliona spektakli, koncertów, ról filmowych i serialowych i… zniknąć kiedyś z tej planety „like a rolling stone” - jak toczący się kamień. Jak wędrowiec!